Tag: restauracje

Nie tylko wurst – czyli co zjeść w Berlinie?

Dwa śniadania, trzy obiady i dwie słodkie kolacje. Mając na uwadze dziesiątki polecanych knajp, 5 dużych posiłków to zdecydowanie za mało, by spróbować wszystkiego. Tacos czy pho? Burrito czy kebab? Nasze żołądki robiły, co mogły, by pomieścić jedzeniową dobroć.
Wurst też został wciągnięty, ale tylko przez męską część! Zobacz więcej

Goodbye 2013

Jak przystało na miłośniczkę tworzenia list w punktach, takie też będzie moje podsumowanie 2013 roku. Krótko mówiąc, to był bardzo rozwojowy rok w moim życiu. Zrobiłam ponad 15 000 zdjęć, wzięłam udział w wielu fotograficznych projektach, dzięki którym poznałam mnóstwo fantastycznych osób. Studia łączyłam z pracą i komercyjnymi sesjami. Nie wiem, jak znalazłam na to wszystko czas, ale warto było rozwinąć skrzydła. Teraz chwilowy odpoczynek, a za chwilę ostatnia sesja szkolna. Wróćmy jednak do 2013 roku. Oto lista kulturalno-kulinarna, czyli taka, jaką lubię najbardziej. Zobacz więcej

Veg deli

O veg deli słyszałam same dobre rzeczy. Zachwycałam się ich wnętrzem na zdjęciach i ciekawymi potrawami prezentowanymi na facebooku. Już od pierwszego dnia ich funkcjonowania usilnie myślałam o tym, by odwiedzić to miejsce, ale przez długi czas nie było mi po drodze. Aż w Warszawie pojawiła się moja cookie, którą prosto z pociągu trzeba było zabrać na obiad. Obydwie lubimy piękne wnętrza, zachwycamy się estetycznymi miejscami, a co najważniejsze: potrafimy obejść się bez mięsa. Roślinna restauracja zobowiązuje, a to był idealny moment, by do niej trafić.
Przyszłyśmy akurat, gdy robiło się ciemno. Podejrzewam, że w świetle dziennym (i przy wpadającym przez okna słońcu) restauracja musi wyglądać przepięknie.
 Zamówiłyśmy pierogi z kaszą gryczaną i grzybami oraz risotto z cukinią i suszonymi pomidorami. Pierogi były przepyszne. Porcja ryżu była zdecydowanie zbyt duża, w połowie jedzenia już byłam pełna. Plus do tego zielona herbata w pięknych paprykowych kubkach. Z chęcią przygarnęłabym takie do swojej kuchni. Na deser nie miałyśmy już miejsca, ale z chęcią tam wrócę i spróbuję rawowych słodkości.

Roślinna restauracja, w której jedzenie podawane jest z miłością – przekonuje mnie to hasło napisane kredą na drzwiach i na tablicy. Świeże, nieprzetworzone składniki trafiają do mnie bardziej niż wykwintne i skomplikowane dania. To miejsce ma sens, a ja bardzo mu kibicuję.
ul. Radna 14
Warszawa

nabo cafe

nabo to kawiarnia inspirowana skandynawią. mimo, że funkcjonuje od niespełna roku, zdążyła już zdobyć wiele nagród. na sadybie brakowało miejsca, które znane byłoby z dobrej, sezonowej kuchni opartej na naturalnych składnikach i nabo wypełniło tę lukę. powstało z miłości do tej dzielnicy i z miłości do gotowania, aby sąsiedzi mieli gdzie napełnić swoje żołądki. a w menu przede wszystkim: ryby. chociaż miłośnicy mięsa i warzyw również znajdą tu coś dla siebie. ten skandynawski powiew świeżości idealnie wpisał się w nasze dzisiejsze plany obiadowe.
grillowany łosoś na warzywach w sosie porowym
idealnie miękka kaczka z ziemniakami i buraczkami
z nabo wyszliśmy zadowoleni i przede wszystkim najedzeni. nie starczyło już miejsca na desery, a ciasta kusiły, zwłaszcza sernik. dla rodzin z dziećmi dodatkową atrakcją jest oddzielny pokój zabaw, w którym mogą zostawić swoje pociechy. to miejsce przyciąga minimalizmem, dobrymi smakami i sąsiedzką atmosferą. będziemy tam wracać. 

ul. zakręt  8
warszawa

mamma marietta

urodzinowy obiad postanowiłam zjeść we włoskiej restauracji mamma marietta. marzyłam o króliku po sycyljsku, o którym pisała restaurantica. niestety nie było tego dania w karcie, ale za to były świeże ryby, skusiłam się więc na miecznika z cytrusami i z dodatkiem warzyw. muszę przyznać, że restauracja jest niepozorna – wystrój jest prosty i nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale dania, które tam podają, smakują wyśmienicie. dawno nie próbowałam tak dobrze skomponowanych smaków.
jako przystawkę wybraliśmy foccacię z sosem pesto. chlebek był chrupiący i razem z sosem rozpływał się w ustach.
gnocci z borowikami
lasagna z jagnięciną, delikatne mięso i odpowiednio doprawiony sos pomidorowy to podstawa.
miecznik z warzywami. fajnym dodatkiem były kawałki pomarańczy i grejpfruta.
nie odmówiłam sobie również deseru. suflet czekoladowy był przyzwoity. smak czereśni w lutym to coś pięknego.
ten obiad należał do wyjątkowo udanych. nie sądziłam, że kuchnia włoska może mnie jeszcze zaskoczyć, tymczasem każde danie było tu miłą niespodzianką. mamma marietta to bezpretensjonalne miejsce, pełne różnych, dobrze skomponowanych potraw. widać, że szef kuchni zna się na rzeczy i skupia się na tym, co najważniejsze – na prawdziwym włoskim smaku.
ul. wołoska 74 a
warszawa

magiel café

była kiedyś taka seria filmów: miejsca, gdzie życie ma smak. nie mogę uwolnić się od tego zdania, odkąd przekroczyłam próg magla. nasza wizyta była pod każdym względem idealna. wspaniała obsługa, przyjemny klimat i przede wszystkim doskonałe jedzenie. pan kelner wyrecytował nam całe menu jednym tchem. sześć pozycji. niby niewiele, ale jak dla mnie wystarczająco – dzięki temu każde danie jest specjałem. czekając na jedzenie, zachwycałam się wnętrzem. wiszące pranie, tajemnicze (przynajmniej dla mnie) przyrządy i piękne obrazy tworzyły domową atmosferę. nie mogłam oderwać wzroku od obrazu kobiety w niebieskiej bluzce. gdybym miała taką możliwość, z chęcią powiesiłabym sobie coś takiego u siebie na ścianie.
 
  
przejdźmy do jedzenia. na przystawkę zamówiliśmy borowiki na purée ziemniaczanym. całość była bardzo wyrazista i smakowita. jesiotr, który zamówiłam jako danie główne, był wyjątkowo delikatny. na wpół twarde warzywa były doskonałym uzupełnieniem. z tego, co mówił paweł, jego cielęcina była równie pyszna. nie odmówiłam również deseru. owoce leśne pod kruszonką smakowały wyśmienicie. idealna słodycz połączona z lekko kwaśną śmietaną.
borowiki na purée ziemniaczanym
 cielęcina z warzywami i ryżem
jesiotr z aromatycznymi warzywami

owoce leśne pod kruszonką
miłym elementem naszej kolacji był fakt, że sam właściciel i szef kuchni w jednym podszedł do naszego stolika i zamienił z nami dwa słowa. to był miły gest, wisienka na torcie naszej wizyty. polecam także wywiad fro z dawidem nestorukiem, czyli wyżej wspomnianym właścicielem. z takim podejściem do prowadzenia restauracji, do klientów i do jedzenia – sukces magla był (jest, i będzie!) murowany. zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia. slow food w najczystszej postaci, a do tego idealna obsługa. warto!


magiel café
ul. stępińska 2
warszawa