Tag: podróże

Cisowy zakątek

Podróż nad polskie morze? Chętnie, ale tylko poza sezonem. Uwielbiam Bałtyk, ale nie wtedy, gdy rządzą parawany, a plaże kipią od turystów. Nie jestem fanką opalania, więc wiosna/jesień to dla mnie najlepszy czas na nadmorskie spacery. A na polskim wybrzeżu jest takie miejsce, w którym odpoczniecie od zgiełku, grzejąc się przy kominku i korzystając z uroków pięknych skandynawskich domków, a kilka kilometrów dalej znajdziecie najpiękniejsze w kraju piaszczyste plaże. Cisowy Zakątek zachwycił całą naszą rodzinę (spędzaliśmy w nim święta – nie przestraszcie się mojego brzucha) i na pewno do niego wrócimy… w jeszcze większym składzie. Zobacz więcej

10 rzeczy niezbędnych w podróży

Take me to the river... śpiewa mi Leon Bridges od dobrych paru tygodni (ulubiona piosenka z soundtracku do serialu Big Little Lies), a ja oprócz spaceru nad rzeką marzę również o jakiejś podróży. Aktualnie mamy wyjazdową przerwę, a jedyne co zwiedzamy, to okoliczne parki i skwerki. Jeszcze chwilę i ruszymy w drogę… A tymczasem mam dla Was listę rzeczy, które zabieram w każdą podróż, nieważne, czy chodzi tylko o weekend, czy tygodniowy wyjazd z bagażem podręcznym. Te rzeczy są zawsze ze mną i przydają się w najmniej oczekiwanych momentach. Zobacz więcej

Co warto zobaczyć na Lanzarote?

Na początku była myśl: którą z Wysp Kanaryjskich wybrać na wakacje? My zdecydowaliśmy się na Lanzarote, ale trochę był to wybór pierwszy z brzegu (dosłownie, wyspa jest pierwsza od prawej). Ktoś polecił, drugi ktoś potwierdził, a że trafiliśmy na fajne mieszkanie na północnym wschodzie wyspy, to długo się nie zastanawialiśmy. Kolejna wątpliwość pojawia się, gdy trzeba zdecydować, czy na Lanzarote jechać na własną rękę czy lepiej zorganizowaną wycieczką do hotelu. Co kto lubi, a my lubimy dodawanie elementów podróżniczych do siebie (lot + noclegi + jedzenie) i z reguły z tej mieszanki wychodzi coś fajniejszego niż to, co znaleźlibyśmy w hotelu z opcją all inclusive. Jakkolwiek nie wybierzecie, pakujcie walizki i jedźcie na Lanzarote, korzystać z z wiecznej wiosny, nawet latem. A u nas było tak… Zobacz więcej

17 dni na Gwadelupie

Plan był taki, by tuż po świętach Bożego Narodzenia wyruszyć w podróż. Gdziekolwiek, byle było ciepło, ale tak naprawdę ciepło, więc nawet najdalsza wiosenno-letnia Europa odpadała,  za to bacznie przyglądaliśmy się lotom na drugą półkulę. Padło na najbardziej zieloną wyspę, na jakiej kiedykolwiek byliśmy. Gwadelupa już z samolotu zachwyciła kolorem. Bujna roślinność w kilkudziesięciu odcieniach zieleni wyłaniała się z każdego zakątka. Nasz pobyt podzieliliśmy na cztery noclegi i każde miejsce charakteryzowało się zupełnie innymi warunkami. Wszędzie było jednak bardzo gościnnie. Butelka rumu, kawa i owoce na powitanie to standard, który od początku wprawiał w dobry nastrój. Zobacz więcej

Bergamo na jeden dzień

Gdy myślę o swoich nałogach, obok wielkiej tabliczki czekolady wspinającej się na podium w szeregach stoją między innymi podróże. Chociażby na chwilę. Nawet na weekend. Ucieczka od miasta (czasem do innego miasta – gdzie sens, gdzie logika) obfituje w cudownie powracające samopoczucie. Styczeń zakończył się weekendem w Rzymie, w lutym pozdrawiałam Nothing Hill w Londynie, wiosną zaprzestałam latania, by w maju znów uderzyć we włoskie rejony. W drodze na Sardynię, pilot wysadził nas w Bergamo i przez 10 godzin kazał witać się z miastem. Było nas czworo, i wszyscy głodni. Nietrudno więc zgadnąć, gdzie nas (licho) poniosło. Po gluten! Zobacz więcej

Wielkie piękno

Zamykam oczy i znów jestem na Campo di Fiori. Jem budino z pobliskiej piekarni i jedyne, co odczuwam to błogi spokój. Uśmiecham się do męża, który zamiast słodkości wybiera pizzę, jakżeby inaczej. To nasze śniadanie. Po kilometrach wędrówek z dnia poprzedniego mamy przed sobą kolejny dzień spacerów. Od Trastevere, przez Watykan i wzdłuż Forum Romanum, do Koloseum. Odhaczam na mapie kolejne piekarnie. Pizza na kawałki to najlepsze co może nas tu spotkać. Tak, ja myślę głównie o jedzeniu. P – czyta mi historyczne ciekawostki. Zwiedzamy, ale trochę niespiesznie i głównie śladami smakowitości. Kupuję ziarenka kawy w czekoladzie, zajadam się ulubioną pizzą z ziemniakami i mogę wracać. Misja spełniona. A tak na serio, to rozkochuję się w tym mieście coraz bardziej i od trzech dni zastanawiam się, czy jesienią uda mi się tam wrócić. Zobacz więcej