Tag: obiad

Nie tylko wurst – czyli co zjeść w Berlinie?

Dwa śniadania, trzy obiady i dwie słodkie kolacje. Mając na uwadze dziesiątki polecanych knajp, 5 dużych posiłków to zdecydowanie za mało, by spróbować wszystkiego. Tacos czy pho? Burrito czy kebab? Nasze żołądki robiły, co mogły, by pomieścić jedzeniową dobroć.
Wurst też został wciągnięty, ale tylko przez męską część! Zobacz więcej

Gdzie zjeść w Trójmieście?

Każda, nawet najmniejsza podróż wiąże się u mnie z tworzeniem listy miejsc, w których warto zjeść lub przynajmniej napić się dobrej kawy. Bez jedzeniowego planu nigdzie się nie ruszam. Nie lubię niespodzianek w postaci pustego brzucha. Dbam o niego i jem co trzy godziny, więc bez planu ani rusz. Do Trójmiasta wracam regularnie, więc postanowiłam uzupełnić ten wpis o kilka nowych miejsc, w których byłam, jadłam i piłam. Są też perełki! Zobacz więcej

Solec 44

W moim prywatnym rankingu kuchnio-kawiarnio-klubo-świetlica Solec wyrasta na faworyta, jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu połączone z jedzeniem. Potrawy są tu wyśmienite. Niby krótka karta i tylko kilka dań (często mięso i podroby, ale w towarzystwie dużej ilości warzyw), ale jest z czego wybierać. Solec znany jest z gier planszowych, których jest tu co najmniej kilkadziesiąt, z własnoręcznie przygotowywanych syropów, które ja najczęściej dodaję do herbaty oraz z podrobów, które mnie zupełnie nie przekonują. Tym razem byliśmy bardzo głodni, nastawieni na dobry obiad i tradycyjnie wyszliśmy stamtąd bardzo zadowoleni. Zobacz więcej

Veg deli

O veg deli słyszałam same dobre rzeczy. Zachwycałam się ich wnętrzem na zdjęciach i ciekawymi potrawami prezentowanymi na facebooku. Już od pierwszego dnia ich funkcjonowania usilnie myślałam o tym, by odwiedzić to miejsce, ale przez długi czas nie było mi po drodze. Aż w Warszawie pojawiła się moja cookie, którą prosto z pociągu trzeba było zabrać na obiad. Obydwie lubimy piękne wnętrza, zachwycamy się estetycznymi miejscami, a co najważniejsze: potrafimy obejść się bez mięsa. Roślinna restauracja zobowiązuje, a to był idealny moment, by do niej trafić.
Przyszłyśmy akurat, gdy robiło się ciemno. Podejrzewam, że w świetle dziennym (i przy wpadającym przez okna słońcu) restauracja musi wyglądać przepięknie.
 Zamówiłyśmy pierogi z kaszą gryczaną i grzybami oraz risotto z cukinią i suszonymi pomidorami. Pierogi były przepyszne. Porcja ryżu była zdecydowanie zbyt duża, w połowie jedzenia już byłam pełna. Plus do tego zielona herbata w pięknych paprykowych kubkach. Z chęcią przygarnęłabym takie do swojej kuchni. Na deser nie miałyśmy już miejsca, ale z chęcią tam wrócę i spróbuję rawowych słodkości.

Roślinna restauracja, w której jedzenie podawane jest z miłością – przekonuje mnie to hasło napisane kredą na drzwiach i na tablicy. Świeże, nieprzetworzone składniki trafiają do mnie bardziej niż wykwintne i skomplikowane dania. To miejsce ma sens, a ja bardzo mu kibicuję.
ul. Radna 14
Warszawa

mamma marietta

urodzinowy obiad postanowiłam zjeść we włoskiej restauracji mamma marietta. marzyłam o króliku po sycyljsku, o którym pisała restaurantica. niestety nie było tego dania w karcie, ale za to były świeże ryby, skusiłam się więc na miecznika z cytrusami i z dodatkiem warzyw. muszę przyznać, że restauracja jest niepozorna – wystrój jest prosty i nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale dania, które tam podają, smakują wyśmienicie. dawno nie próbowałam tak dobrze skomponowanych smaków.
jako przystawkę wybraliśmy foccacię z sosem pesto. chlebek był chrupiący i razem z sosem rozpływał się w ustach.
gnocci z borowikami
lasagna z jagnięciną, delikatne mięso i odpowiednio doprawiony sos pomidorowy to podstawa.
miecznik z warzywami. fajnym dodatkiem były kawałki pomarańczy i grejpfruta.
nie odmówiłam sobie również deseru. suflet czekoladowy był przyzwoity. smak czereśni w lutym to coś pięknego.
ten obiad należał do wyjątkowo udanych. nie sądziłam, że kuchnia włoska może mnie jeszcze zaskoczyć, tymczasem każde danie było tu miłą niespodzianką. mamma marietta to bezpretensjonalne miejsce, pełne różnych, dobrze skomponowanych potraw. widać, że szef kuchni zna się na rzeczy i skupia się na tym, co najważniejsze – na prawdziwym włoskim smaku.
ul. wołoska 74 a
warszawa

bufet centralny

chociaż te zdjęcia robione były dawno, bo we wrześniu, to pierwsze pozytywne wrażenie zostało podtrzymane kolejnymi odwiedzinami tego miejsca. już na samym wejściu spodobało mi się surowe, industrialne wnętrze. bufet centralny jest idealny na wieczorne świętowanie i kolację, ale przede wszystkim polecam niedzielne obiady, podczas których serwowane jest specjalne menu. można wybrać mały talerz za 20 zł lub duży talerz za 35 zł. w pierwszym wariancie mamy do wyboru jakąś zupę lub przekąski. w drugim natomiast serwowana jest najczęściej solidna porcja mięsa lub owoce morza. do tego przygotowywane na miejscu świeże koktajle. gdy czasem zastanawiam się, gdzie pójść na niedzielny obiad, to (oprócz brunchu w sto900) na myśl przychodzi mi właśnie bufet centralny.

mały talerz – pasta z bakłażana z pitą

 duży talerz – królik z ryżem jaśminowym i warzywami
koktajl ananasowy z bazylią


bufet centralny
ul. żurawia 32/34
warszawa