Tag: mokotów

Od maja do grudnia

Cztery klisze w końcu się doczekały. Nie do końca pamiętałam, co mogłoby na nich być, więc gdy tylko wyszłam z labu, mimo gęstniejącego mrozu, szybko przejrzałam indeksy w poszukiwaniu utraconego (zapomnianego) czasu. Zaróżowione ręce i błogi uśmiech. I pół roku wstecz. Zdjęcia od maja do grudnia. Postanowiłam wykorzystać je do podzielenia się z Wami moimi ulubionymi tegorocznymi wspomnieniami.

Zobacz więcej

Miss maja

Majówka w Berlinie już za nami, ale zanim na blogu pojawią się zdjęcia z mojej ulubionej europejskiej stolicy, chciałam was zaprosić na burgera, i to nie byle jakiego! Tradycją jest, że na początku każdego miesiąca w Warburgerze pojawia się nowa propozycja – był mister lutego ze szpinakiem, chutneyem pomidorowym i śmietankowo-kremowym serkiem z włoskimi orzechami, señor styczeń z salsą pomidorową, wędzonym chilli, kaktusem marynowanym, nachosami, kolendrą i czerwonym cheddarem czy chociażby (mój ulubiony!) mister marzec z marynowaną słodką gruszką, serem roquefort, konfiturą z żurawiny i rukolą. Zobacz więcej

Kubek w kubek

od jakiegoś czasu na nowo odkrywam mokotów i cieszę się na każde nowe miejsce, które tu powstaje. dobrej kawy czy herbaty nigdy za wiele, a w kubek w kubek taką znajdziemy. kawiarnia jest przeurocza. jasne, wysokie ściany tworzą przestrzeń. niby kilka stolików, ale miejsca jest całkiem sporo. gdy przychodzę tu około godz. 18, jest zupełnie spokojnie. mam ochotę na czekoladową tartę z solonym karmelem i cappuccino. zarówno kawa, jak również tarta – są bez zarzutu. pani właścicielka jest bardzo miła i chętnie odpowiada na moje wszystkie pytania dotyczące menu. czuję, że mogę tu odpocząć. podoba mi się prostota tego miejsca. kubek ma potencjał i tylko czekać, aż zaczną pojawiać się tu tłumy.
ul. grażyny 16 
warszawa

śni mi się zamieć, śni mi się mróz*

lubię to miejsce. park sielecki na mokotowie. i chociaż bohater pisał dziś: to, że jest ładna pogoda nie oznacza od razu, że trzeba wychodzić z domu, to mimo wszystko – wyszliśmy. spacery w ciągu dnia, w (półpełnym słońcu) to luksus, którego nam brakuje ostatnimi czasy. zimowa temperatura skutecznie zniechęca. dziś było inaczej. zmarznięte policzki i chwila oddechu to wypadkowa godzinnego spaceru. jeszcze bardziej doceniliśmy powrót do ciepłego łóżka i kolejnych odcinków white collar (nadrabiamy zaległości!).
poza tym: pierwszy raz od kilku lat omija nas wielka orkiestra. za oknem nie słychać muzyki płynącej ze sceny, nikt nie nagabuje, by wrzucić pieniądze do puszki. mokotów żyje swoim spokojnym życiem. oczywiście chęć pomocy to co innego i żadna otoczka tego nie zmieni. żałuję tylko braku widoku światełka do nieba, bo to zawsze są najpiękniejsze fajerwerki ever.

* tytuł to słowa piosenki pibloktoq marii peszek

warburger

wydawać by się mogło, ze wszyscy mają już dosyć burgerów. a jednak nie! co prawda, od pewnego czasu byłam na burgerowym detoksie, ale gdy dotarła do mnie wiadomość, że na moim mokotowie otworzył się warburger, to wiedziałam, że prędzej czy później wyląduję tam z chęcią wypróbowania nowych smaków. 
przede wszystkim, wielki plus dla panów z obsługi. mili, sympatyczni i bardzo zaangażowani w swoją pracę. burgery również bardzo smaczne. bułki delikatne, wręcz mleczno-maślane, rozpływające się w ustach. ogrom dodatków sprawia, że trudno zapakować bułę do buzi. to jedyny mankament, chociaż ja poradziłam sobie całkiem nieźle. 
BBQburger


chilliburger (jak dla mnie mógłby być bardziej ostry, ale ja jestem papryczkowym freakiem)
warburger
róg ul. puławskiej i dąbrowskiego
warszawa