Sardynia

To był maj. I to była Sardynia. Po drodze było Bergamo. Tygodniowa wycieczka z cyklu: odpocznijmy. Długie pauzy pomiędzy zdaniami. Niby sto lat temu (a raczej kilkadziesiąt sesji zdjęciowych temu), ale w głowie wciąż huczy vermentino. Tak, tego wina trzeba spróbować, najlepiej kupić najtańsze, w plastikowej butelce od pana przy drodze. A do wina koniecznie pecorino sardo, lekko słodkawe i bardzo aromatyczne. To co, kieliszki napełnione? Dalej już będą tylko zdjęcia. I kilka słów wyjaśnienia, gdzie najładniej i najmilej.

Zobacz więcej

Bergamo na jeden dzień

Gdy myślę o swoich nałogach, obok wielkiej tabliczki czekolady wspinającej się na podium w szeregach stoją między innymi podróże. Chociażby na chwilę. Nawet na weekend. Ucieczka od miasta (czasem do innego miasta – gdzie sens, gdzie logika) obfituje w cudownie powracające samopoczucie. Styczeń zakończył się weekendem w Rzymie, w lutym pozdrawiałam Nothing Hill w Londynie, wiosną zaprzestałam latania, by w maju znów uderzyć we włoskie rejony. W drodze na Sardynię, pilot wysadził nas w Bergamo i przez 10 godzin kazał witać się z miastem. Było nas czworo, i wszyscy głodni. Nietrudno więc zgadnąć, gdzie nas (licho) poniosło. Po gluten! Zobacz więcej

Wielkie piękno

Zamykam oczy i znów jestem na Campo di Fiori. Jem budino z pobliskiej piekarni i jedyne, co odczuwam to błogi spokój. Uśmiecham się do męża, który zamiast słodkości wybiera pizzę, jakżeby inaczej. To nasze śniadanie. Po kilometrach wędrówek z dnia poprzedniego mamy przed sobą kolejny dzień spacerów. Od Trastevere, przez Watykan i wzdłuż Forum Romanum, do Koloseum. Odhaczam na mapie kolejne piekarnie. Pizza na kawałki to najlepsze co może nas tu spotkać. Tak, ja myślę głównie o jedzeniu. P – czyta mi historyczne ciekawostki. Zwiedzamy, ale trochę niespiesznie i głównie śladami smakowitości. Kupuję ziarenka kawy w czekoladzie, zajadam się ulubioną pizzą z ziemniakami i mogę wracać. Misja spełniona. A tak na serio, to rozkochuję się w tym mieście coraz bardziej i od trzech dni zastanawiam się, czy jesienią uda mi się tam wrócić. Zobacz więcej

Rome on my mind

Gdy mama zapytała mnie, czy pojadę z nią kiedyś do Rzymu, długo nie musiałam się zastanawiać. Propozycja wypowiedziana na głos szybko stała się rzeczywistością. Raz dwa znalazłam tanie bilety lotnicze i decyzja zapadła. We wrześniu Rzym. Trzy noce, ale tak naprawdę dwa pełne dni. Czasu niedużo, ale wystarczająco, by zachwycić się na tyle, że chce się wrócić. I to nie raz. Z dzieciństwa pamiętałam stolicę Włoch jako zakorkowane, zatłoczone, ale piękne miasto. Podczas tej podróży doszły nowe wspomnienia. Zobacz więcej