One of those winter days

Ubrana w bluzę z misiem i z kubkiem gorącej herbaty w ręku patrzę na ten śnieg za oknem i nie chce mi się wierzyć, że jeszcze trzy tygodnie temu moczyłam nogi w oceanie i chowałam oczy przed słońcem. Tydzień i święta minęły bardzo szybko. Co prawda, zamiast barszczu z uszkami jadłam warzywny tajine, a świąteczne leżakowanie zamieniłam na spacery wzdłuż plaży, ale to nie zmienia faktu, że świąteczna atmosfera udzieliła się nam wszystkim. Tylko trochę w innym stylu. Girlandy na palmach też były piękne! Zobacz więcej

Lovely taghazout

Pomysł wyjazdu do Maroka pojawił się jakieś półtora tygodnia przed samą podróżą. Urodziny, święta, urlop. Uciekliśmy. Do miejsca, które było nam już znane z poprzedniej podróży w tamte rejony.  Udało się oderwać głowę, nie myśleć, cieszyć się słońcem, gorącym i miękko szeleszczącym piaskiem pod stopami, wspólnym leżeniem na jednym ręczniku na plaży, smakiem miętowej herbaty, która nigdzie nie smakuje tak dobrze, jak tam. Milion małych rzeczy, które utkwiły w pamięci. I jedna wielka rzecz, dla nas najważniejsza. Zobacz więcej