paris part 5.




jedzenie – czysta dobroć. chociaż zdarzały nam się wpadki, to na zdjęciach tylko to, co godne polecenia.
przede wszystkim: przepyszny lunch w ekologicznej kawiarnio-piekarni rose bakery (pomiędzy montmartre a operą). k. zamówił jajka sadzone z pomidorami, grzybami i bekonem, a ja naleśniki z miodem i bananem. do tego świeży, pieczony na miejscu chleb z masłem i genialne cytrynowe ciasto do kawy.
oprócz tego: śniadanie na schodach pod panteonem, kawa na boulevard saint germain, nieśmiertelne sery i bagietki, które pochłanialiśmy w każdej postaci.

paris part 2.

montmartre. spacer wąskimi uliczkami. pierwszy deszcz, który dodał temu miejscu uroku. mały park przy monumentalnej bazylice sacré-cœur, z widokiem na cały paryż. kawa w miejscu, w którym pracowała amelia. pierwsze makaroniki.

paris part 1.

pierwszy wieczór i od razu kulinarne niebo. restauracja, a raczej bistro szefa kuchni christiana constanta (które znajduje się tuż przy polach marsowych) zachwyca pod każdym względem. na stolik lub miejsce przy barze trzeba odczekać swoje w kolejce, ale zdecydowanie warto. zjedliśmy kolację, wypiliśmy przepyszne wino, a na deser zamówiliśmy gofry z gorzką czekoladą oraz tradycyjne clafoutis z ciemnymi wiśniami. wyszłam stamtąd wniebowzięta.