croque madame

zima. temperatura około zera. a przed wejściem do niedawno otwartej na nowym świecie kawiarni croque madame stoi krzesło, a na nim uroczy koszyk z bagietkami oraz bułkami w kształcie serca. rozczuliło mnie to niesamowicie. dobry początek – pomyślałam. weszliśmy do środka z zamiarem napicia się czegoś ciepłego, nie będę pisać więc o jedzeniu, chociaż podglądałam kanapki na sąsiednim stoliku i były bardzo apetyczne. herbata podana w emaliowanym kubku powoduje mój uśmiech na twarzy. kolejna rzecz, która rzuca w oczy to biało-fioletowy (wręcz lawendowy) wystrój, piękne krzesła i drobne detale nadające miejscu uroku.
nowy świat pełen jest sieciowych kawiarni. oprócz petit appetit, nie ma tam zbyt wielu fajnych miejsc, w których można napić się porządnej kawy. z premedytacją w tej wyliczance pomijam ulubione wrzenie świata (to temat na osobny post), które jest jednak trochę na uboczu. croque madame ma więc przed sobą przyszłość i wydaje się, że ma czym przyciągnąć potencjalnego klienta.
ul. nowy świat 41
warszawa

Kraków smakiem płynący

lubię wracać do krakowa. bez względu na pogodę czy porę roku, to miasto przyciąga mnie do siebie jak żadne inne. a tym razem mgła i mały mróz sprawiły, że jeszcze przyjemniej wędrowało się od knajpy do knajpy. oto zapiski z poszczególnych lokali.



burgery. zdecydowanie najlepsze. płaskie, wypełnione po brzegi pysznymi dodatkami, po prostu pyszne. moaburger (ul. mikołajska 3) to nasz stały punkt krakowskiego programu. pierwsze kroki po przyjeździe skierowaliśmy właśnie tutaj i jak zwykle nie zawiedliśmy się smakiem. kotlety vege równie pyszne jak mięsne. próbowałam, polecam.




nowa prowincja (ul. bracka 3-5) to również nasz knajpiany ulubieniec. nigdzie w krakowie nie ma tak pysznej czekolady jak tutaj. miejsce niepozorne, ale z klimatem. i to pianino! tym razem spróbowaliśmy też grzańca. z goździkami, orzechami i pomarańczą, pycha.



spacer na kazimierz zaliczony. tak samo jak wizyta w momencie (ul. józefa 26), który pamiętamy z dobrych trunków i przemiłej obsługi. napój imbirowy nie miał sobie równych. chłopcy skupili się na alkoholu, a ja na wyjadaniu pomarańczy ze szklanki.




powrót w okolice rynku i kolacja w la petite france (ul. św. tomasza 25). od progu zapachniało serami, którym nie mogłam się oprzeć. zupa cebulowa też niczego sobie. oraz ściana pyszności – zdecydowanie wykupiłabym połowę asortymentu, gdybym mogła.



wino, dużo wina. krakowskie charlotte (pl. szczepański 2) bez tłumów, za to z miłą i fachową obsługą. zdecydowanie jeden z lepszych punktów wieczoru, a deska serów za 9 zł to mistrzostwo świata.


śniadanie w dyni (ul. krupnicza 20) pełne słońca i widoków na piękny ogród. latem musi wyglądać bajkowo. jeśli chodzi o jedzenie, to krakowski twarożek okazał się serkiem śmietankowym, ale ponoć jajecznica smakowała obłędnie. brakowało świeżo wypiekanego chleba, ale i tak było przyzwoicie.


karma (ul. krupnicza 12), wegetariańsko-wegańska knajpa, to odkrycie tego wyjazdu. surowy wystrój w skandynawskim stylu zdecydowanie przyciąga. przyszliśmy tylko na kawę (paloną na miejscu, najlepszą w krakowie!), a mnie dodatkowo skusił sernik. niebo w gębie. podpatrywałam, co jedzą inni i zarówno pancakes’y, jak i zupy wyglądały niezwykle smakowicie.

tuż przed wyjazdem odwiedziliśmy także pierogowy raj (ul. sławkowska 25), który polecił nam pan taksówkarz. 50 smaków do wyboru, a my wszyscy skusiliśmy się przede wszystkim na ruskie. zdjęć brak, bo trzeba było szybko jeść i uciekać na pociąg. do następnego!

sto900

to było zauroczenie od pierwszego wejrzenia. o miłości pisać nie będę, bo na tak poważne sprawy nie ma tu miejsca, ale muszę przyznać jedno – nigdzie nie ma (albo ja nie znalazłam, i chyba już nie chcę szukać) tak dobrego, świeżego i jednocześnie prostego (to nie zarzut, to komplement) jedzenia w warszawie jak w sto900. to moje miejsce numer jeden: na rodzinne kolacje, na weekendowe brunche, na niedzielne obiady. przyjemnie, bardzo smacznie i bez zadęcia. z ciągle zmieniającym się, sezonowym menu. oto zdjęciowy dowód:

książkowe wnętrze i kieliszki na wieszakach

sałatka z truskawkami i kozim serem 

risotto z fetą, pachnące pomarańczami
sałatka thai beef w dwóch odsłonach
spaghetti z fetą, rukolą i filecikami anchois