Roślina | Cafe De La Poste

Kulinarnie Warszawa raczej nie ma przede mną tajemnic. Wieści o nowych miejscach docierają prawie że z prędkością światła, a testowanie pyszności to tylko kwestia (wolnego) czasu. Przeprowadzka na Bielany cieszyła bliskością Żoliborza, ale jak się okazuje na gastromapie Bielan również zaczynają dziać się smaczne rzeczy. Z każdym spacerem lista miejsc się wydłuża, a i tak mam już swoich faworytów. Przed państwem Roślina – wege kawiarnia z pięknym wnętrzem i przepyszną kawą oraz Cafe De La Poste – francuski przystanek z wyjątkowy serami. Tyle na początek.

Zobacz więcej

Kubek w kubek

od jakiegoś czasu na nowo odkrywam mokotów i cieszę się na każde nowe miejsce, które tu powstaje. dobrej kawy czy herbaty nigdy za wiele, a w kubek w kubek taką znajdziemy. kawiarnia jest przeurocza. jasne, wysokie ściany tworzą przestrzeń. niby kilka stolików, ale miejsca jest całkiem sporo. gdy przychodzę tu około godz. 18, jest zupełnie spokojnie. mam ochotę na czekoladową tartę z solonym karmelem i cappuccino. zarówno kawa, jak również tarta – są bez zarzutu. pani właścicielka jest bardzo miła i chętnie odpowiada na moje wszystkie pytania dotyczące menu. czuję, że mogę tu odpocząć. podoba mi się prostota tego miejsca. kubek ma potencjał i tylko czekać, aż zaczną pojawiać się tu tłumy.
ul. grażyny 16 
warszawa

Kraków smakiem płynący

lubię wracać do krakowa. bez względu na pogodę czy porę roku, to miasto przyciąga mnie do siebie jak żadne inne. a tym razem mgła i mały mróz sprawiły, że jeszcze przyjemniej wędrowało się od knajpy do knajpy. oto zapiski z poszczególnych lokali.



burgery. zdecydowanie najlepsze. płaskie, wypełnione po brzegi pysznymi dodatkami, po prostu pyszne. moaburger (ul. mikołajska 3) to nasz stały punkt krakowskiego programu. pierwsze kroki po przyjeździe skierowaliśmy właśnie tutaj i jak zwykle nie zawiedliśmy się smakiem. kotlety vege równie pyszne jak mięsne. próbowałam, polecam.




nowa prowincja (ul. bracka 3-5) to również nasz knajpiany ulubieniec. nigdzie w krakowie nie ma tak pysznej czekolady jak tutaj. miejsce niepozorne, ale z klimatem. i to pianino! tym razem spróbowaliśmy też grzańca. z goździkami, orzechami i pomarańczą, pycha.



spacer na kazimierz zaliczony. tak samo jak wizyta w momencie (ul. józefa 26), który pamiętamy z dobrych trunków i przemiłej obsługi. napój imbirowy nie miał sobie równych. chłopcy skupili się na alkoholu, a ja na wyjadaniu pomarańczy ze szklanki.




powrót w okolice rynku i kolacja w la petite france (ul. św. tomasza 25). od progu zapachniało serami, którym nie mogłam się oprzeć. zupa cebulowa też niczego sobie. oraz ściana pyszności – zdecydowanie wykupiłabym połowę asortymentu, gdybym mogła.



wino, dużo wina. krakowskie charlotte (pl. szczepański 2) bez tłumów, za to z miłą i fachową obsługą. zdecydowanie jeden z lepszych punktów wieczoru, a deska serów za 9 zł to mistrzostwo świata.


śniadanie w dyni (ul. krupnicza 20) pełne słońca i widoków na piękny ogród. latem musi wyglądać bajkowo. jeśli chodzi o jedzenie, to krakowski twarożek okazał się serkiem śmietankowym, ale ponoć jajecznica smakowała obłędnie. brakowało świeżo wypiekanego chleba, ale i tak było przyzwoicie.


karma (ul. krupnicza 12), wegetariańsko-wegańska knajpa, to odkrycie tego wyjazdu. surowy wystrój w skandynawskim stylu zdecydowanie przyciąga. przyszliśmy tylko na kawę (paloną na miejscu, najlepszą w krakowie!), a mnie dodatkowo skusił sernik. niebo w gębie. podpatrywałam, co jedzą inni i zarówno pancakes’y, jak i zupy wyglądały niezwykle smakowicie.

tuż przed wyjazdem odwiedziliśmy także pierogowy raj (ul. sławkowska 25), który polecił nam pan taksówkarz. 50 smaków do wyboru, a my wszyscy skusiliśmy się przede wszystkim na ruskie. zdjęć brak, bo trzeba było szybko jeść i uciekać na pociąg. do następnego!