Wyjazd nad morze z niemowlakiem – godzina po godzinie

Dwa miesiące temu puściłam Gu dźwięk fal w celu jego uśpienia. Tymczasem maluch otworzył szeroko oczy, zdziwił się i ani myślał o zaśnięciu. Wtedy mama rzekła do syna: „skoro tak, jedziemy we wrześniu nad morze!”. I tak też zrobiliśmy. Razem z synem i babcią Elą ruszyliśmy w podróż w sobotę rano i wróciliśmy w niedzielę wieczorem, a oto, jak spędziliśmy czas, godzina po godzinie.


SOBOTA

10:00 – wyjeżdżamy z Warszawy. Mieliśmy plan ruszyć wcześniej, ale zanim spakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy…

14:00 – jesteśmy w Gdańsku, po drodze mamy jeden postój na karmienie i rozprostowanie kości. Podróż przebiega całkiem spokojnie (dopiero pod koniec maluch się niecierpliwi), ale dajemy radę. Na miejscu czeka na nas piękne słońce i widok na morze.

14.30 – po rozpakowaniu bagaży (zgadnijcie: czyich rzeczy jest najwięcej? wiadomo, synka!) idziemy na spacer. Przebieramy nogami, by słyszeć fale i zobaczyć morze, które póki co widzimy z okna naszego pokoju. Pierwszy posiłek to oczywiście gofry! Rodzice jedzą, a dziecko smacznie śpi – najpierw na rękach, później w wózku, nigdy na odwrót.

15:30 – wracamy na chwilę do pokoju i postanawiamy ruszyć na jakiś dobry obiad. Zastanawiamy się nad Sztuczką, knajpą Dwie Zmiany albo restauracją White Marlin. Wybór pada na tę ostatnią ze względu na bliskość morza.

16:30 – podczas posiłku nie udaje się uśpić dziecka. Gustaw jest czujny, ale spokojnie leży w wózku. Jedno oko przymyka, drugim na nas zerka… a może ma ochotę na tę przepyszną bezę?

17:30 – korzystając z dobrego humoru syna, nie tracimy czasu i idziemy dalej. Zbliżamy się do morza, by zobaczył i usłyszał fale z bliska. Z jednej strony mamy szczęście, bo jest bezwietrznie i całkiem ciepło, a morze – nadzwyczaj spokojne. Jest jednak na tyle cicho, że głośniejszy od fal jest nasz szumiś. Synu, po dźwięk fal przyjedziemy następnym razem.

18:30 – wracamy do hotelu, zbliża się czas wyciszenia synka i ukołysania go do snu. Nasz syn jest prawdziwym blogerem.. Jest wrzesień, a on ma odkryte kostki (a nawet łydki). Taki los syna swojej matki. Na kolację zamawiamy pizzę i odpuszczamy wieczorne wyjście. Zasypiamy wszyscy razem o tej samej porze. No dobrze, Gu pierwszy. Usypianie trwa około godziny.

3:30 – Gustaw budzi się w swoim łóżeczku turystycznym, a następnie ląduje w łóżku z nami. Tak samo dzieje się w domu. Część nocy przesypia w koszu Mojżesza, a potem biorę go do nas.

NIEDZIELA

7:30 – wstaje syn, wstajemy i my. Babcia przejmuje malucha, byśmy mogli w spokoju zjeść śniadanie. Ciepłe bułeczki i jeszcze cieplejsza kawa. Pełnia szczęścia.

8.30 – przy dziecku nagle jest to najprzyjemniejsza pora na spacer. Mały zasypia w drodze (wspomagany noszeniem przez babcię). Jest słonecznie, pusto i bardzo przyjemnie. Tak sielsko, że mama zapomina zabrać aparat. Kradnę więc kilka zdjęć tacie.

11:00 – marzy nam się dobra kawa. W tym celu ruszamy do Gdyni, bo o Tłoku słyszeliśmy same dobre rzeczy. Ani kawa, ani atmosfera – nas nie zawodzą! Jest pięknie, pysznie i z klimatem. Dziecko przysypia w drodze, więc chwilowo zostaje w foteliku.

13:00 – zgłodnieliśmy i postanawiamy przejść się do Głównej Osobowej, która jest tuż za rogiem. Jemy same dobre rzeczy, a miejsca jest na tyle dużo, że śmiało rozkładamy się z maluchem na kanapie. Jest też przewijak w łazience, więc test na knajpę dla rodziców GO zdaje na piątkę z plusem.

14:00 – za mną chodzi jeszcze deser… Niestety nie ma już Mikroklimatu, więc lądujemy ulicę dalej – w Black & White Coffee. Miejsce jest malutkie, więc nie ma szans na wjechanie z wózkiem. Pijmy szybką kawę, ja jem szybkie ciasto, Gu je szybkie mleczko… i ruszamy w drogę do domu.

19:30 – jesteśmy w domu. Tym razem podróż jest dłuższa niż w tamtą stronę. Jest więcej płaczu i dwa dłuższe postoje. Jeden całkiem przyjemny, z zabawą na powietrzu i chwilą relaksu, a drugi w deszczu i karmieniem na podłodze. Ostatecznie z ulewą w tle docieramy do domu, a Gustaw w ostatniej godzinie zasypia tak ciężko, że gdy docieramy do Warszawy, wcale nie chce się obudzić. Z dziećmi to zawsze wszystko jest na odwrót! ;)

Mam wrażenie, że to był ostatni taki ciepły weekend i tym bardziej cieszę się, że udało nam się wyjechać. Oby tych podróży w najbliższym czasie było więcej… Trzymajcie kciuki! A jeśli znacie jakieś fajne miejsca, w które można jechać z niemowlakiem, koniecznie dajcie znać w komentarzu.

 

 

11 przemyśleń nt. „Wyjazd nad morze z niemowlakiem – godzina po godzinie

  1. Piękne zdjęcia, miło, że trafiliście na pogodę! Bo tego lata nie było to takie oczywiste…

    nam tez się udało do Ustki wybrać, i to na 2 noce, gdy miał 4 tygodnie! Podróż przebiegła wzorowo, budziłam go na karmienie :)
    i podobnie jak u Was, nasz syn pierwsza część nocy przesypia u siebie, a potem idzie do nas, dzięki temu mogę zasypiać w trakcie karmienia :)

  2. Nasz pierwszy wyjazd z 3 miesięczną Igą był wlasnie nad morze do Łeby. Bylismy na 3 tygodniowych wczasach! Alez bylo cudnie. A dzieciak bezproblemowy: jadl,spal i kupkał. A my kilometrami spacery plazowanie. I dodam ze bylo to 13 lat temu i wcale wielkich wygod nie mieliśmy ;-)

  3. Pięknie, zazdroszczę, ale tak pozytywnie zazdroszczę :) A zdradzi Pani, gdzie w nad Morzem Państwo nocowali, hotel, może apartament :)? Po prostu chcę bardzo wybrać się za rok nad morze, ale kompletnie nie ma kto polecić jakiejś miejscówki :) Zaglądam na Pani blog, na insta od dawna, ale jakoś tak głupio pytać było : Serdecznie pozdrawiam, WSzystkiego dobrego dla Pani i rodzinki :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *