17 dni na Gwadelupie

Plan był taki, by tuż po świętach Bożego Narodzenia wyruszyć w podróż. Gdziekolwiek, byle było ciepło, ale tak naprawdę ciepło, więc nawet najdalsza wiosenno-letnia Europa odpadała,  za to bacznie przyglądaliśmy się lotom na drugą półkulę. Padło na najbardziej zieloną wyspę, na jakiej kiedykolwiek byliśmy. Gwadelupa już z samolotu zachwyciła kolorem. Bujna roślinność w kilkudziesięciu odcieniach zieleni wyłaniała się z każdego zakątka. Nasz pobyt podzieliliśmy na cztery noclegi i każde miejsce charakteryzowało się zupełnie innymi warunkami. Wszędzie było jednak bardzo gościnnie. Butelka rumu, kawa i owoce na powitanie to standard, który od początku wprawiał w dobry nastrój.

2 NOCE W SAINT ANNE

Pierwsze dwa dni to czas na odpoczynek po 8-godzinnym locie z Paryża, więc wybór padł na miejscowość Saint Anne, blisko Pointe-à-Pitre, gdzie lądowaliśmy. Miasteczko to charakteryzuje się pięknymi plażami. Jest bardzo turystyczne, ale nasz domek oddalony o kilka km od centrum okazał się strzałem w dziesiątkę, zwłaszcza gdy ma się auto. Z początku nie mam zbyt wielu zdjęć. Aparat włączam z reguły kilka dni po przyjeździe, więc zostawiam Wam kilka zdjęć padającego deszczu i parę dziadków na plaży.

42180003 42180004 42180005 42180006

4 NOCE NA WYSEPCE ÎLES DES SAINTES

Na małą wysepkę Îles Des Saintes, która ma powierzchnię prawie 13km2, przypłynęliśmy promem z Trois-Rivières. Nie będę się rozpisywać o płynięciu pod falę, bo podobno to normalne i nic wielkiego się nie dzieje. Jednak w mojej głowie zadziały się wtedy jakieś straszne historie i kurczowo trzymałam się męża (i krzesła), więc jak tylko dopłynęliśmy na miejsce, odetchnęłam z wielką ulgą i z myślą, że właśnie moje życie zaczyna się od początku. Z powrotem było już całkiem okej, ale tego strachu nikt mi już nie zabierze. W każdym razie – było bardzo bezpiecznie, a Terre-de-Bas na Îles Des Saintes okazało się rajem na ziemi i ciągłym niedowierzaniem, że takie miejsca i rzeczy dzieją się naprawdę. Małe, niebieskie, kreolskie domki – z mini-basenem trzy kroki od sypialni, z widokiem na zatokę i przepysznym jedzeniem, które gotowała nam opiekunka tego miejsca – Veronique.

gwade-4gwade-33

Wstawaliśmy każdego dnia ze wschodem słońca.

gwade-38

Owoce od właścicielki domków. Karambola i gujawa.

gwade-36 gwade-31

Śniadanie to obowiązkowo gwadelupska kawa plus to, co było akurat w sklepie. Na takiej małej wyspie są tylko dwa sklepy, otwarte w dość losowych godzinach, z podstawowymi artykułami, więc jedliśmy to, co wszyscy – bagietkę, konfiturę i serki.

gwade-26 gwade-23gwade-20 gwade-22 gwade-19 gwade-18 gwade-17 gwade-16 gwade-15 gwade-14 gwade-11 gwade-8gwade-5 gwade-7 gwade-6 gwade-13

Tak naprawdę całe dnie mogliśmy spędzać tu, leżąc w hamaku, czytając, z przerwami na kąpiele i posiłki. Próbowałam usilnie zapamiętać ten widok na dłużej i mam wrażenie, że mi się udało. Długo nie zapomnimy tego miejsca i przepięknych wrażeń, też sylwestrowych, bo właśnie tam powitaliśmy Nowy Rok, 5 godzin później niż w Polsce. Trochę zaspani, ale baaardzo szczęśliwi. Na dokładkę kilka zdjęć analogowych ze spaceru do miasta. Oraz bawełna na drzewie! Kosmos!

42180023 42180024 42180025 42180026 42180022 42160002 4216000342180013

5 NOCY NA BASSE TERRE

Po totalnym chillu na Îles Des Saintes przyszedł czas na zwiedzanie drugiej części głównej wyspy, zwanej Basse Terre, z czynnym wulkanem na środku i okalającym go parkiem narodowym. Zieleni tu nie było końca. Wulkan okazał się nie tak groźny, na jakiego wyglądał (zadymiony i przykryty chmurami), a przy okazji trochę ruchu nie zaszkodziło. Mijające pary z małymi dziećmi działały bardzo motywująco. Każda trasa w parku narodowym była odpowiednio oznaczona i przez to bezpieczna. Mój strach ma z reguły większe oczy niż przeciętnego człowieka, ale momentami udawało mi się go pokonać. Momentami.

42160011 4216001842160019 42160020 42160021 42160024 42160025 42160026 42160027

W tej części wyspy mieszkaliśmy w miejscowości Capesterre-Belle-Eau, z której bardzo blisko było do kilku wodospadów, których to na Gwadelupie jest pewnie kilkadziesiąt. Nocleg był trochę pośrodku niczego, więc codziennie wyjeżdżaliśmy albo w głąb wyspy (wyprawa na wulkan) lub dookoła, w poszukiwaniu plaż. Najpiękniejszą znaleźliśmy na północy, za Saint Rose, a jej nazwa to Plage de Clugny.

gwade-404216000842160005gwade-46

Jedzenie na Gwadelupie to głównie mięso, mięso i jeszcze raz mięso. I oczywiście owoce morza. Ja szukałam głównie ryb i zdarzały się znakomite.

gwade-43 gwade-42

5 NOCY W SAINT FRANCOIS

Ostatni przystanek to Saint Francois – turystyczne miasteczko z polem golfowym, lotniskiem i mariną, które zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Zdecydowanie najbardziej europejskie z tych wszystkich miejsc, które odwiedziliśmy. Idealne na zakończenie podróży, gdy już trochę tęskniliśmy do domu. Z Saint Francois jest rzut beretem na najdalej na zachód wysunięty punkt wyspy.

gwade-89 gwade-87 gwade-84 gwade-81 42170008 42170009

Jednego dnia zrobiliśmy sobie całodniową wycieczkę, podczas której objechaliśmy wszystkie główne miasteczka na tej części wyspy (Grande Terre).

gwade-10142170011gwade-10242170013 42170014 gwade-109

Na koniec dnia dotarliśmy na przepiękny cmentarz(!) w Morne-à-l’Eau.

gwade-108

Stołowanie się w budach z reguły okazywało się najlepszym rozwiązaniem.

gwade-106gwade-107

Kulinarny zachwyt wzbudzało coco, czyli sorbet z kokosa, który był prze-pysz-ny. Codzienna wyprawa do piekarni po croissanty lub bagietki (Francja pełną parą) również bywała ekscytująca. Nie ma to jak gluten. Zwłaszcza jedzony w tak pięknych okolicznościach przyrody.

gwade-79 gwade-78 gwade-77 gwade-74 gwade-71 gwade-67 gwade-66 gwade-60 gwade-59

Kremowość tego ogromnego awokado również zapisała się w mojej pojemnym sercu.

gwade-117 gwade-123

Na zakończenie ja i ostatni zachód słońca na plaży na Gwadelupie. Ta intensywnie zielona kreolska wyspa skradła nasze serce i otworzyła je na tropikalne podróże. Zwłaszcza zimą docenia się takie miejsca jeszcze bardziej. Ciekawe, gdzie nas poniesie za rok. Może macie jakieś propozycje?

9 przemyśleń nt. „17 dni na Gwadelupie

  1. Rany jaka boska relacja! Sorbet z kokosa w takich okolicznościach musi być niesamowity. Przepiękne to przytulone czarno-białe zdjęcie :)

  2. Jak zawsze przepiękne zdjęcia! Mniejszym szczęśliwcom pozostaje zimą na pocieszenie podpatrywanie takich widoków czyimiś oczami, własne archiwa zdjęciowe i pokorne czekanie na wiosnę… Nawet marna namiastka zielonych rajów w szklarniach ogrodu botanicznego w Powsinie niedostępna, a do Poznania daleko:( Pewnie zajrzę tu jeszcze nie raz:)

  3. Jak cudownie!
    Wiem, że może jestem jedyna z taką prośbą, ale chętnie w Twoich powroźniczych postach widziałabym krótkie praktyczne info – m.in. linki do noclegów :)
    Pozdrawiam serdecznie! I udanych kolejnych wypraw :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *