Sardynia

To był maj. I to była Sardynia. Po drodze było Bergamo. Tygodniowa wycieczka z cyklu: odpocznijmy. Długie pauzy pomiędzy zdaniami. Niby sto lat temu (a raczej kilkadziesiąt sesji zdjęciowych temu), ale w głowie wciąż huczy vermentino. Tak, tego wina trzeba spróbować, najlepiej kupić najtańsze, w plastikowej butelce od pana przy drodze. A do wina koniecznie pecorino sardo, lekko słodkawe i bardzo aromatyczne. To co, kieliszki napełnione? Dalej już będą tylko zdjęcia. I kilka słów wyjaśnienia, gdzie najładniej i najmilej.

  sardynia-tolala-blog-15

Na początek widok z naszego okna. Mieszkaliśmy w małym miasteczku na północy wyspy, w Isola Rossa. Najpiękniejsze w tym miejscu było to, że nie było ani kilograma turystów. Nikogo. Pustki. Może przez to, że maj, a może nikt nie jeździ na taki koniec świata. Zakręty przez kilka kilometrów dają się we znaki, ale cisza wynagradza.

sardynia-tolala-blog-3sardynia-tolala-blog-2sardynia-tolala-blog-1sardynia-tolala-blog-kolaz2

Pierwsze plażowanie i pierwsze morelki.

sardynia-tolala-blog-11 sardynia-tolala-blog-7sardynia-kolaz-tolala-blog sardynia-tolala-blog-6 sardynia-tolala-blog-8

W kolejne dni trafiały się mini-wycieczki. Mieliśmy auto, więc jeździliśmy tu i tam (bardziej tu), a wieczorem powracaliśmy do naszej bazy. Mieszkania z winem, serami i rybami, które kupowaliśmy w miejscowej pescherii.  Po całym dniu zdarzały się też tańce.

tolala-kolaz-sardynia-005sardynia-tolala-blog-17 sardynia-tolala-blog-002sardynia-tolala-blog-001

Jednego dnia pojechaliśmy w stronę Spiagga La Pelosa, przepięknej plaży z białym biaskiem, na której wiało jak cholera i po godzinie leżenia cali byliśmy w piasku, ale te piski na jej widok i radość z odkrycia pięknego miejsca – bezcenna. Po drodze zatrzymaliśmy się w Castelsardo i Porto Torres. W tym pierwszym na górze z zamkiem roztacza się piękny widok na miasteczko. Tego drugiego nie pamiętam, więc pewnie nie do końca warto.

sardynia-tolala-blog-20 sardynia-tolala-blog-21 sardynia-tolala-blog-22sardynia-tolala-blog-23sardynia-tolala-blog-19sardynia-tolala-blog-25 sardynia-tolala-blog-24

Kolejne miasteczko: Stintino. Przepięknie różowe i przepięknie spokojne.

sardynia-tolala-blog-26 sardynia-tolala-blog-27 sardynia-tolala-blog-28 sardynia-tolala-blog-29 sardynia-tolala-blog-30 sardynia-tolala-blog-31 sardynia-tolala-blog-32 sardynia-tolala-blog-33

Oraz nasz główny cel: Spiagga della Pelosa. A w tle park narodowy Fornelii.

sardynia-tolala-blog-34 sardynia-tolala-blog-35 sardynia-tolala-blog-36 sardynia-tolala-blog-37 sardynia-tolala-blog-38sardynia-tolala-blog-007sardynia-tolala-blog-39

Wracając natrafiliśmy na znak z napisem w wolnym tłumaczeniu: uwaga, tam są flamingi! Nieprawda, flamingów nie było, ale i tak było ładnie, bardziej norwesko.

sardynia-tolala-blog-40 sardynia-tolala-blog-41 sardynia-tolala-blog-42

Na kolację zajechaliśmy do Sassari, największego miasta po Alghero (tam lądowaliśmy) w tej części wyspy. Bzu miała upatrzoną knajpę, w której jadł (i polecał) Anthony Bourdain, ale nam nie było dane, jako że wszystko było zamknięte na cztery spusty, dosłownie. Zjedliśmy gdzieś indziej, ale już nie było sił na zdjęcia.

tolala-kolaz-blog-004 sardynia-tolala-blog-44 sardynia-tolala-blog-43sardynia-tolala-blog-46 sardynia-tolala-blog-47 sardynia-tolala-blog-50

Pocieszeniem były fioletowe lody o smaku mirtu, czyli po polsku trochę jagodowe, ale bardziej ziołowe i przez to bardziej intensywne. Koniecznie trzeba spróbować!

sardynia-tolala-blog-51

W kolejny dzień pojechaliśmy do Alghero i stamtąd na dół wyspy. Pogoda nam nie dopisywała, więc uzbrojeni w kaptury i kapelusze wysiadaliśmy z auta, spacerowaliśmy przez pół godziny (lub godzinę – w razie braku deszczu) i jechaliśmy dalej.

sardynia-89sardynia-91sardynia-tolala-blog-58 sardynia-tolala-blog-59

Niektórym zaświeciły się oczy na widok tourona, na miodzie i pełnego orzechów/migdałów. Do zapamiętania: uzależnia, nawet tych, którzy twierdzą, że nie lubią takich rzeczy. Tak, to ja. Szybko jednak zmieniłam zdanie.

sardynia-tolala-blog-60 sardynia-tolala-blog-61

Dalej mamy miasteczko o wdzięcznej nazwie Bosa.

sardynia-tolala-blog-62 sardynia-tolala-blog-63sardynia-103 sardynia-tolala-blog-64 sardynia-tolala-blog-65 sardynia-tolala-blog-66 sardynia-tolala-blog-67

Oraz droga w stronę półwyspu Sinis.

sardynia-tolala-blog-68 sardynia-tolala-blog-69

To był ten dzień, kiedy po raz kolejny kolacja o mały włos przeszłaby nam koło nosa. Tym razem czekanie na pizzę przerosło nasze oczekiwania. Włosi nie są zbyt punktualni, a dla głodnego człowieka liczy się każda minuta. To było całkiem zabawne, ale dopiero po fakcie, gdy już się najedliśmy. Tak było w Oristano, najdalszym miejscu na południowym zachodzie, do którego dojechaliśmy. A potem już tylko droga powrotna.

sardynia-tolala-blog-57-3 kopia

Codzienna wycieczka do supermarketu po sery, chleb i inne smakołyki (jak niewiele do szczęścia potrzeba) owocowała zastawionym stołem na naszym tarasie. Nawet nie chcę myśleć, ile kostek masła zjedliśmy w ciągu tygodnia. Po takim śniadaniu byliśmy gotowi na wyzwania typu: leżenie na plaży czy przewracanie kartek.. ewentualnie klikanie w Kindlu. Odpoczynek pełną parą.

sardynia-tolala-blog-89sardynia-tolala-blog-71sardynia-tolala-blog-57-7 sardynia-tolala-blog-91 sardynia-tolala-blog-92 sardynia-tolala-blog-93 sardynia-tolala-blog-88 sardynia-tolala-blog-87

Gdzie jeszcze warto pojechać, będąc na górze wyspy? Na pewno do najdalej wysuniętego punktu na mapie Sardynii, zwanego Capo Testa. Pięknie uformowane skały otoczone łąkami robią wrażenie. Droga do Capo Testa prowadzi przez małe miasteczko Santa Teresa di Gallura. Stamtąd odpływają także promy na Korsykę.

sardynia-tolala-blog-72 sardynia-tolala-blog-52sardynia-tolala-blog-53sardynia-tolala-blog-75sardynia-tolala-blog-0057sardynia-tolala-blog-74sardynia-tolala-blog-73

Tego dnia zjedliśmy najlepszą kolację na mieście (wreszcie!), choć i tak najlepsze były ryby przygotowywane głównie przez Bzu. Każdy pomagał jak mógł, ale to ona rządziła w kuchni. A co do kolacji, to miała ona miejsce w Olbii. Jak tylko przypomnę sobie nazwę knajpy, podmienię ją z tym zdaniem. A w menu: faszerowane małże, domowy makaron z owocami morza, duży kalmar w otoczeniu ryb oraz na deser pierożki z ricottą, pecorino i konfiturą (coś tam było jeszcze w środku?). Było przepysznie.

tolala-blog-kolaz-sardynia006sardynia-142

To by było na tyle z naszych majowych atrakcji. W tej subiektywnej relacji mogą pojawić się błędy. Zrzucam to na karb mojej wątłej(!) pamięci (nie polecam pisania wpisu po kilku miesiącach od podróży). Za nieskładność natomiast odpowiada wirus, który aktualnie karmi się moim ciałem. Na koniec kilka ujęć z miasteczka i plaży. Dziękuję za uwagę!

sardynia-tolala-blog-97 sardynia-tolala-blog-96 sardynia-tolala-blog-95 sardynia-tolala-blog-94 sardynia-tolala-blog-93 sardynia-tolala-blog-55 sardynia-tolala-blog-54

Aha, i mój mąż już od dawna nie ma takiej długiej brody. W każdym razie, i tak jest super!

12 przemyśleń nt. „Sardynia

  1. Buu,nie dodał się mój wczorajszy komentarz. Tolu! Moje ochy i achy nie są w stanie wyrazić jak cudne są twoje zdjęcia. Już dawno nie oglądałam zdjeć, które tak bardzo by mnie zachwyciły! Inspirujesz mnie bardzo! Z niecierpliwością czekam na następne zdjęcia. Niesamowicie podoba mi się sposób, w jaki łapiesz światło!
    Ps. Nie wiem czy to zamierzone, dwa zdjęcia Ci się powtarzają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *