Bergamo na jeden dzień

Gdy myślę o swoich nałogach, obok wielkiej tabliczki czekolady wspinającej się na podium w szeregach stoją między innymi podróże. Chociażby na chwilę. Nawet na weekend. Ucieczka od miasta (czasem do innego miasta – gdzie sens, gdzie logika) obfituje w cudownie powracające samopoczucie. Styczeń zakończył się weekendem w Rzymie, w lutym pozdrawiałam Nothing Hill w Londynie, wiosną zaprzestałam latania, by w maju znów uderzyć we włoskie rejony. W drodze na Sardynię, pilot wysadził nas w Bergamo i przez 10 godzin kazał witać się z miastem. Było nas czworo, i wszyscy głodni. Nietrudno więc zgadnąć, gdzie nas (licho) poniosło. Po gluten!

NP1A8944 NP1A8975 NP1A8984NP1A8981 NP1A8988a

Na lotnisku złapaliśmy miejski autobus i nim ruszyliśmy do centrum. Dobrym posunięciem była wysiadka w Alta Citta i spacer ze wzgórza. W drugą stronę nie byłoby tak łatwo. Kto o 6 rano wylatywał z Warszawy do Bergamo, ten wie, że pierwszą rzeczą, o której się marzy po wyjściu z samolotu jest… śniadanie. A jak śniadanie, to oczywiście pizza! Trip advisor przyszedł z pomocą i wskazał Il Fornaio, a my grzecznie podążyliśmy za wskazówkami. Pizza okazała się obłędna. Ja poszłam w prostotę i zamówiłam margheritę. Jeśli mozzarella i sos pomidorowy wywołać zachwyt, to znaczy, że może być jeszcze lepiej. Wszelkie serowo-warzywne dodatki okazały się mile widziane, a my pełni i szczęśliwi podzieliśmy się bułką z czekoladowymi groszkami, którą pani w piekarni podarowała nam w prezencie.

NP1A8995 NP1A8998 NP1A9003 kopia NP1A9005 NP1A9007 NP1A9009 NP1A9012NP1A9059NP1A9111NP1A9122NP1A9126NP1A9143NP1A9098 kopiaNP1A9062NP1A9069NP1A9149NP1A9145NP1A9072 kopia NP1A9056 NP1A9043NP1A9162 kopia NP1A9153 NP1A9166 NP1A9169 NP1A9174 kopia NP1A9181 NP1A9198 NP1A9204 NP1A9207 NP1A9215

Po dość intensywnym spacerze zachciało nam się kawy i lodów. Tuż przed obiadem, a jakże. Najlepiej jest zacząć od deseru.  A kawa podana jak wino już z marszu wydaje się ciut lepsza od zwykłego espresso. Chociaż na małą czarną bez cukru i mleka też nikt nie narzekał. W końcu to Włochy, a Bergamo godnie reprezentuje kawowe dziedzictwo. Lody okazały się bardziej sorbetowe niż śmietanowe, więc wszyscy przytaknęliśmy, że mogłoby być lepiej (w końcu to Włochy, po raz drugi) i ruszyliśmy szukać obiadu.

NP1A9218 NP1A9226 NP1A9256 NP1A9259 NP1A9260 kopiaNP1A9248
Skoro na śniadanie była pizza, to na obiad musiał być makaron. Ten domowej roboty. Wybór padł na Pasta & Basta. Ricotta z gruszką i serem pleśniowym, posypana makiem stanowiła idealne nadzienie moich (mojego?) ravioli. Piotrek poszedł w bolognesową klasykę (zdj. nr 1), Bzu w tagliatelle z grzybami (zdj. nr 4), a mąż w kluchy z boczkiem, masłem i szałwią. Minął miesiąc od tego czasu, a ja czuję, że wygrałam tamten posiłek. W nagrodę było intensywne leżenie. Trawa gościła, a my czekaliśmy, aż kolejny pan pilot zabierze nas na pokład samolotu.

7 przemyśleń nt. „Bergamo na jeden dzień

  1. Ale cudownie! Zazdroszczę ogromnie tej podróży – szczególnie, że Włochy już mi się od dawna marzą :) A oglądając Bergamo w obiektywie Twojego aparatu te marzenia nic tylko się ugruntowują ;)

  2. O Bergamo słyszałam wiele miłych słów i żałuję, że kiedy byłam tuż obok – w Mediolanie, nie udało mi się tam zajrzeć. Po zdjeciach, które widziałam, wydaje się dużo bardziej urokliwe i w taki przyjemny sposób leniwe :)

  3. Piękne jest Bergamo w Twoim obiektywie, nie byłam jeszcze w tym mieście, ale planuję wybrać się w lipcu do Mediolanu na targi, więc może uda się to jakoś połączyć :)
    Pozdrawiam serdecznie z Rzymu :)

  4. Po bułce z czekoladowymi groszkami wnioskuje, że na pizzy byliśmy w tym samym miejscu. My trafiliśmy tam przypadkiem, ale od wtedy wszystkim polecamy!
    Fajne fotki!

  5. Pingback: tolala

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *