Sońka – Ignacy Karpowicz

Wpadłam jak śliwka w kompot. W tę gorzką opowieść przepełnioną poetyckim lukrem. W tę melodramatyczną historię opatrzoną kiczem. Wpadłam na Sońkę i to było jedno z najpiękniejszych (o ile tragedia może być piękna, a wiemy, że może) spotkań ostatnich czasów. Pełne krwi, banałów i wzruszeń. Arcydzieło czy szmira, nieważne, jeśli wzrusza – twierdzi jeden z bohaterów powieści. A ja zostałam całkowicie poruszona.

Tytułowa Sońka nie zaznała zbyt wiele szczęścia w życiu. Jej żywot ograniczył się do wiecznego czekania na śmierć po dwóch tygodniach miłosnych uniesień z pewnym hitlerowcem, który zawładnął jej sercem. Wszystko, co wydarzyło się przed i wszystko, co wydarzyło się później było obarczone bólem, niezrozumieniem i marnością. W małej wsi pod Białymstokiem Sońka zajmowała się gospodarstwem, najpierw z ojcem i braćmi, później – z samymi zwierzętami. Aż pewnego dnia, tuż pod jej domem młodemu reżyserowi z Warszawy zepsuł się samochód. Czekając na pomoc, został zaproszony przez Sońkę na szklankę mleka. I tu zaczyna się jej opowieść.

Naiwność Sońki nie miała granic. To, co uderza już na początku to jej wiara w miłość, która nigdy nie powinna się zdarzyć. Z drugiej strony, gdy na każdym kroku człowiek przeżywa same rozczarowania i jest traktowany jak najgorsze zło, musi mieć coś, czego będzie mógł się chwycić, by nie utonąć. Sońka chwyciła się Joachima. Niemca i wroga, ale nie dla niej. Moment, w którym on opowiada jej (po niemiecku, a ona nie rozumie), co zrobi z Żydami w jej wiosce – brzmi dla niej jak wyznanie miłości i opowieść o przyszłym życiu w Niemczech (czytałam na bezdechu). To nie mogło się skończyć dobrze.

Karpowicz pisał Sońkę przez 8 lat. Dorastał do tej historii, która wydarzyła się w jego rodzinnych stronach. Nie zdążył (czy nie chciał) porozmawiać z prawdziwą kobietą, która podczas wojny wzięła sobie Niemca (co zostało oczywiście potępione przez wszystkich okolicznych mieszkańców), ale nadał Sońce dodatkowe znaczenie. Sońka pojawiła się jako poetycki nośnik niezrozumiałej historii. Intymny portret kobiety z teatralną otoczką, która trochę kłuje w oczy, ale też tworzy ramę. Rozmowa Sońki z Miszą (na stronach 141-146) to emocjonalny majstersztyk (znów czytałam na bezdechu). To, co mnie w książce najbardziej zachwyciło to jej liryczność i kameralność. Wycinek wiejskiej historii, w której codzienność boli często bardziej niż przypadkowe trafienie na wojenną minę. Przeczytajcie Sońkę. Dawkujcie sobie tę historię, bo jak przyjdzie do jej zakończenia, to zabraknie wam z wrażenia tchu. Pa prostu.

20141209-IMG_0860

5 przemyśleń nt. „Sońka – Ignacy Karpowicz

  1. Już wiem o co poproszę Aniołka.

    Ostatnio wróciłam do Muminków i odkrywam je na nowo, już nie dziecięcą wyobraźnią której czasami mi bardzo brakuję – ale z poziomu mnie, 23 letniej dziewczyny.
    Ciekawe co odkryję za 50 lat?

    Lola

  2. Przeczytam. Chyba wezmę w ciemno wszystko, co polecisz :)
    PS. Jestem tu od niedawna, ale całkowicie się zachwyciłam! Pozdrawiam serdecznie :*

  3. Ości mnie nie zachwyciły, więc nie planowałam kupna kolejnej jego książki, ale… Twój opis tak mnie poruszył, że dziś biegnę do księgarni po Sońkę.

    Tolu, mam jeszcze pytanie odnośnie Twoich zdjęć. Kolory są tak piękne, nieco przytłumione, a przez to bardzo klimatyczne. Mogłabyś udzielić jakichś wskazówek, w jaki sposób je obrabiasz? Będę Ci bardzo, bardzo wdzięczna za odpowiedź. :-)

    Pozdrawiam ciepło z Krakowa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *