My stepping stone

Do Krakowa lubię wracać o każdej porze roku. Tym razem późna zeszłoroczna jesień, początek grudnia 2012. Jeszcze bez śniegu, ale już mroźnie. Nastawiam się na tę trudną porę roku miłymi analogowymi zdjęciami. Może w tym roku też uda nam się złapać parę słonecznych promieni w Małopolsce. Kraków to moje miasto-odskocznia. Trzy godziny stąd i czuję, jak zmienia się perspektywa. Wracam pełna inspiracji. A Wy, macie takie swoje miasta?

12 przemyśleń nt. „My stepping stone

  1. o tak, ja też uwielbiam wracać na krótkie chwile do Krakowa!
    spędzę tam najbliższą sobotę i niesamowicie się cieszę.
    Ale kocham też moją rodzinną Jelenią Górę, to do niej powracam po wytchnienie.

  2. świetne. analogowe zdjęcia to jest to… niesamowite. Kraków bardzo.
    a dla mnie Warszawa też jest taką odskocznią, co ciekawe. i Kraków właśnie. i góry wszelkie. <3
    ciasteczko

  3. Boże, jakie cudowne zdjęcia, jak Ty to robisz? Jesteś samoukiem? Całe życie mi się wydawało że w taką grudniową pogodę, gdzie jeszcze nie spadł śnieg, jest brzydko, szaro, ponuro i mokro. Udało Ci się wydobyć z niektórych z nich taką ciepłą atmosferę, jakbyś była tam o wschodzie słońca. A te zdjecia utrzymane w szarości wyglądają, jakby były zrobione w innym wieku. Naprawdę podziwiam takiego talentu.

    I nigdy nie byłam w Krakowie, muszę to nadrobić :)

  4. Hm… trudno mi powiedzieć jakie miasto mnie inspiruje. Z pewnością w jakiś sposób są to te miasta, z którymi wiążę jakieś silne wspomnienia :)

    Piekne zdjęcia ;)

  5. Uwielbiam Kraków <3 A że na dodatek mam przyjemność studiować w tym mieście, potwierdzam - wszystko, co zostało uwiecznione na tych zdjęciach naprawdę jest takie cudne i niesamowite :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

  6. studiowałam w krakowie, mieszkałam tam 5 lat i szczerze nie znoszę tego miasta :)
    moją odskocznią są: przede wszystkim wrocław (prawie rodzinny ;)) i całe czechy.
    ale zdjęcie z książkami na parapecie bardzo ładne!

  7. Moim też jest (a może raczej był) Kraków. Z Poznania jednak to droga przez mękę się tam dostać i zwyczajny weekend nie starcza. Kiedy byłam studentką, dwa razy do roku obowiązkowo tam jechałam. Od kiedy jestem proletariuszką, byłam dwa razy (czyli średnia spadła mi poniżej 1 w roku) i na pewno nie zanosi się na tak regularne odwiedziny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *