Zjadanie zwierząt

Odkąd pamiętam, do mięsa miałam stosunek obojętny. Pomijając czasy dzieciństwa, kiedy moim ulubionym posiłkiem był kotlet schabowy. Zamawiałam go wszędzie, w każdej restauracji, nawet nad morzem. Wszyscy jedli ryby, ja – frytki i schabowe. Te czasy minęły bezpowrotnie. W pierwszych latach dorosłego życia studenckiego żywiłam się głównie tostami z serem i majonezem. Szybko zauważyłam efekty (khy khy). Miałam dwie lewe ręce do gotowania, a raczej tak mi się wydawało i w związku z tym omijałam garnki i patelnie szerokim łukiem. Żywiłam się gotowcami.
Co prawda, nigdy nie miałam etapu zupek chińskich, ale nie były to zbyt wykwintne potrawy. Nagle nastąpił rozkwit. Zaczęło się od muffinów – pierwsze malinowe z białą czekoladą do dziś są moimi ulubionymi. Z pieczenia przeszłam na gotowanie i zachłysnęłam się smakami. Prosty makaron ze szpinakiem, sałatka z tuńczykiem, kurczak w curry. Odkryłam warzywa. Ciągle byłam głodna, pożądałam nowych kulinarnych eksperymentów. Wertowałam kulinarne blogi i cieszyłam się, że wreszcie jem zdrowo. Na stole rządziły makarony, ryż, warzywa i kurczak. Wszędzie kurczak, ewentualnie indyk. Jak sobie teraz myślę o nafaszerowanej hormonami kurze, to robi mi się słabo, ale przez długi czas nie zwracałam na to uwagi. Inne mięso praktycznie dla mnie nie istniało. W ostatnich latach przez modę na burgery zaczęłam jeść wołowinę, ale równie dobrze mogłabym się bez niej obejść. Po tym przydługim wstępie, przejdę do rzeczy.
Po przeczytaniu książki Zjadanie zwierząt Jonathana Safrana Foera postanowiłam zupełnie zrezygnować z mięsa. Przynajmniej na jakiś czas. Być może na zawsze, ale to się okaże. Póki co, przeglądam wegetariańskie i wegańskie blogi. Za mną już kilka obiadów: lasagne z bakłażanem, placek arabski z warzywami, quinoa z papryką, oliwkami i kukurydzą oraz hummus, vege paprykarz, a także słodycze w postaci pralinek orzechowo-kokosowych. Mam chęć gotować. Szukać nowych przepisów, kombinować. Odkrywać kuchnię na nowo tak jak wtedy, gdy upiekłam pierwsze w swoim życiu muffiny. Dziś na całą noc odstawiłam migdały – rano będą idealne na mleko migdałowe.
Skąd taka decyzja? Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie. Książka Foera tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że wielkie pokłady empatii, jaką mam w sobie, sprawiają, że nie mogę przejść obojętnie obok cierpienia zwierząt. Muszę coś z tym zrobić, nie udawać, że tego nie widzę, tylko wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić mały wielki krok. Być może to swego rodzaju manifest wobec dzisiejszych czasów. Sprzeciw wobec wykorzystywaniu słabszych przez silniejszych. Człowiek ma zdecydowanie przewagę nad zwierzętami. Ponoć dzieci i ryby głosu nie mają, a że ostatnio coraz bardziej zwraca się uwagę na potrzeby dzieci, które mają prawo do swojego zdania i nie zawsze muszą robić tak, jak chcą rodzice, to i może przyjdzie czas na zwierzęta, którym należy się humanitarne traktowanie i godne życie.
Foer szczegółowo opisał, w jaki sposób traktowane są zwierzęta na fermach przemysłowych. Tylko 1% kurczaków i indyków w Stanach Zjednoczonych nie pochodzi z masowej produkcji. Warunki życia tych zwierząt nie mieszczą się w głowie przeciętnego człowieka. Nie znam nikogo, kto obejrzałby film o życiu i zabijaniu hodowanych zwierząt i nie odczuwałby zażenowania, czy nawet wstydu. Nikt nie chce oglądać takich rzeczy. Foer nazywa to zawieraniem umowy o okrucieństwo. Płacimy innym, by za nas hodowali i zabijali zwierzęta. W moim życiu nadszedł taki czas, że sumienie podpowiedziało mi, że muszę tak postąpić. Skoro wiem coraz więcej o warunkach życia zwierząt i jest to dla mnie przerażającym okrucieństwem, to hipokryzją byłoby zasiadanie do stołu pełnego produktów mięsnych. Nie twierdzę, że samo mięso jest złe i każdy powinien je wykluczyć. Każdy kieruje się swoimi zasadami, nikogo też nie będę potępiać ani przekonywać. Chciałabym tylko, a póki co jest to moje pobożne życzenie, by bardziej respektować prawa zwierząt. Wkradła się tu ideologia, która była z tyłu mojej głowy, a teraz jest również w mojej diecie. Czuję, że to uczciwe rozwiązanie i mam nadzieję, że jedzenie zgodne z moim podejściem do życia przyniesie same dobre efekty. To co, jutro też jecie ze mną na obiad warzywa i kaszę?

11 przemyśleń nt. „Zjadanie zwierząt

  1. jemy! uwielbiamy wszelkie wegetariańskie potrawy, przecież można tyle wymyśleć! nie dość że zdrowsze, to tysiąc razy bardziej smaczniejsze od mięsa!
    u nas to także nie kwestia smaku, ale też cierpienia. przecież sami wywodzimy się ze zwierząt, ssaków, to dlaczego mamy zabijać swoich ‚braci’?
    zapraszamy: http://to-wlasnie-one.blogspot.com/ to dla nas bardzo ważne :)

  2. Tak :) Z tych samych powodów, co Ty. Za dużo przeczytałam, za dużo filmów obejrzałam, nie chcę udawać, że o tym wszystkim nie wiem. Poza tym siedzę na tyłku w pracy więc nie mam takiego zapotrzebowania energetycznego. Chętnie bym przeczytała tę książkę, muszę jej poszukać.

  3. Książki jeszcze nie przeczytałam, ale jest na mojej liście na wakacje ;) Mimo wszystko, od jakiś dwóch lat nie jem kurczaka – zwyczajnie przestał mi smakować, wygląd ze sklepu też nie zachęcał. Kiedyś byłam bardzo mięsożerna, ale czerwonego mięsa (oprócz właśnie burgera od czasu do czasu, choć jak dla mnie rządzi burger z serem haloumi) to nie jem też od kilku lat. W mojej diecie właściwie są same warzywa, owoce, kasza, wspomniana przez Ciebie quinoa, którą wprost uwielbiam. Zaczęłam też zaglądać na bloga Jadłonomii w poszukiwaniu inspiracji, ale prawda jest taka, że lubię eksperymentować w kuchni i czasem uda mi się stworzyć coś ciekawego ;).

  4. Kiedyś jadłam sporo mięsa,były czasy że każdy obiad był miesy,ale po przeczytaniu książki Foera jakoś ochota na jedzenie miesa mi przeszła…to było niedawno bo miesiąc temu.Dzisiaj czuję sie tak jakby lżejsza,a moje sumienie jakby czystsze.
    Na codzień ogladam dużo filmów,ale przyznam,że produkcji na podstawie tej książki nie chciałbym obejrzeć…jak dla mnie za dużo okrucienstwa i cierpienia możnaby pomieścić w powiedzmy 2h.takiego obrazu.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    http://film2me2you.blogspot.com/

  5. Mi quinoa chodzi po głowie od dłuższego czasu, ale gdzie ją kupić?
    Co do samego mięsa – drób jem tylko w sytuacjach kryzysowych, kiedy nie mam zupełnie pomysłu na obiad. Wróciłam za to do ryb, które wcześniej mi nie smakowały. Nie jestem jeszcze gotowa, żeby całkowicie wyeliminować mięso ze swojej diety, ale od dłuższego czasu zdecydowanie bardziej zwracam uwagę na to, co ląduje na moim talerzu.

    1. quinoę można kupić w kuchniach świata albo w jakichkolwiek ekologicznych/organicznych sklepach, powinna być! ja nad rybami też się mocno zastanawiam i jeszcze nie wiem, czy uda mi się z nich zrezygnować.

  6. Ja wege jestem już 2,5 roku. Przeszłam z dnia na dzień po przeczytaniu oburzającego artykułu. Niegdyś fanka mięcha w każdej postaci, teraz wegetarianka.

    Da się . Wystarczy świadomość , że nie jesz martwego ciała.

    „Płacimy innym, by za nas hodowali i zabijali zwierzęta.” – cóż za prawdziwe stwierdzenie!

  7. Decyzję o niejedzeniu mięsa jak najbardziej popieram (co prawda sama się ograniczam do kilku wegeteriańskich dni w tygodniu, bo za dużo trenuję, żeby kombinować), jednak chciałam sprostować trochę nieścisłości.

    Żadnych hormonów w kurczakach nie ma. Jest to zupełnie zakazane i nielegalne i nikt tego nie robi. Mit wziął się stąd, że kiedyś w USA eksperymentowano z tym chwilę, ale bardzo szybko zaprzestano. Od 2006 roku jest też zakazane podawanie prewencyjne antybiotyków (ale i wcześniej był to bardzo rzadko spotykany zabieg w Polsce).

    Co do książki ‚Zjadanie zwierząt’ to też jest w niej wiele błędów i nieścisłości, a polskie tłumaczenie to jest w ogóle jedną wielką piramidalną bzdurą (przeczytaj tu: http://pozapsem.blogspot.co.uk/2013/07/dominika-dyminska-z-niewielka-pomoca.html) a tutaj o tych nieszczęsnych kurczakach (http://www.newsweek.pl/mit-7–kurczaki-sa-naszpikowane-hormonami-i-antybiotykami,68824,1,1.html).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *