Rudość

Dzień z Ewą był z gatunku cudnych, nie do powtórzenia, chociaż o mały włos i musiałybyśmy go przeżyć jeszcze raz. Skasowanie zdjęć z karty i ich odzyskiwanie przyprawiło mnie prawie o zawał serca – nie polecam takich atrakcji. Na szczęście w moim chłopcu jest siła i moc przywracania wspomnień, także dzień później zdjęcia wróciły. 
Wracając do Ewy, to była nasza druga sesja. Tym razem miały być piegi, rudość i duża dawka kobiecości. Urok tego dziewczęcia nie ma granic. Uśmiałyśmy się po pachy, najpierw wybierając ubrania (i buty, w których Ewa zawojuje świat), a potem przebierając się w różne rzeczy na mieście (nie, nie w krzakach, chociaż taki był pierwotny plan). Dzień zwieńczyłyśmy kolacją i leżakowaniem na trawie. Jak to się ładnie mówi – to był dzień.

5 przemyśleń nt. „Rudość

  1. Oglądam te zdjęcia i nie mogę się nadziwić, ze ta Ewa ma tak wiele twarzy, że na każdym zdjęciu wygląda inaczej, że jest kameleonem! Mi najbardziej podoba się zdjęcie pierwsze – jest taka dziewczęca, i ostatnie, gdy już trochę w niej zadziorności. I to ze środka, gdy trzyma kosmyk włosów – coś w niej jest tam takiego… nie umiem powiedzieć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *