Mark Rothko – an abstract humanist

Droga Marka Rothko jako artysty nie należała do najłatwiejszych. Tak naprawdę na obrazach zaczął zarabiać pod koniec swojego życia, a zupełnie doceniony został po swojej śmierci. Jego pierwsze obrazy, mocno realistycznie, zupełnie mnie nie przekonały, natomiast zachwycam się jego dziełom z pogranicza surrealizmu i późniejszej abstrakcji. Światło i kolory stanowią podstawę jego twórczości.
Na długo oczekiwanej wystawie w Muzeum Narodowym pojawiły się obrazy z National Gallery of Art w Waszyngtonie. Nie jest ich zbyt wiele, ale mimo wszystko warto pójść i na własne oczy przekonać się o sile umysłu artysty uwięzionego w barwnych przestrzeniach. Ciekawym elementem uzupełniającym wystawę są fotografie Nicolasa Grospierre’a, który wybrał się do rodzinnego miasta malarza. Zdjęcia umieszczono w specjalnych gablotach, w których zacierają się szczegóły, tworząc różne kształty i kolory.
Razem z Bzu wybrałyśmy się także na film o życiu i twórczości artysty. „Rothko. An Abstract Humanist”powstał we współpracy z jego synem. To sprawiło, że jeszcze bardziej przychylnie popatrzyłam na jego prace, chociaż niektóre interpretacje jego dzieł wprawiały nas w osłupienie. Ale może na tym polega fenomen tego artysty.
Chwilę przed projekcją filmu wpadłam na kawę do Cafe Lorentz. Miejsce bardzo przyjemne, wewnątrz całkiem przytulnie, a kawa przyzwoita. Wybór dań jest niewielki, są tarty i panini. Plus za duży ogródek, w którym można usiąść i zapomnieć o całym świecie. Zupełnie nie czuć, że tuż za rogiem jest centrum Warszawy. Idealnie na niedzielne popołudnie. Idźcie na kawę, a później na wystawę, o!

2 przemyślenia nt. „Mark Rothko – an abstract humanist

  1. Jaka to ironia, być docenionym po śmierci :( Patrzę na ten obraz i sama nie wiem czy mi się podoba..kontemplacja sztuki jednak wymaga czasu :)

  2. Na wystawie jeszcze nie byłam (chociaż obiecywałam sobie, że pójdę jak najszybciej się da). Myślę, że taka sztuka i jej interpretacje bywają zaskakujące, ale może to właśnie dzięki temu jest tak niezwykła? W Cafe’ Lorentz nie byłam, ale wygląda przyjemnie. No i super, że to budynek MN.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *