take this waltz | nieulotne

dwa wieczory i dwa filmy. jeden zachwycający, lekki, zabawny, mimo że jednocześnie balansujący na granicy smutku i melancholii. że też jeszcze kręcą takie filmy – zaskakujące. drugi – rozczarowujący, niby subtelny, ale jednak nijaki. spodziewałam się porządnej emocjonującej gry, a otrzymałam jakieś skrawki emocji. jak myślicie, który z tych dwóch filmów okazał się hitem?
hitem okazał się take this waltz. to perełka na tle szerokiego grona produkcji filmowych ostatnich lat. gdy myślę o podobnych filmach, przychodzą mi na myśl: an education albo beginners. podobny typ produkcji. film wyreżyserowany został przez sarah polley, którą możecie kojarzyć z życia ukrytego w słowach. od razu widać, że dla aktorki-reżyserki aspekt emocjonalny ma wielkie znaczenie i wie jak go pokazać w filmie, by nie zanudzić widza.
już w pierwszych minutach można zauważyć, że główna bohaterka margot (znakomita michelle williams) ma w sobie duże pokłady niepokoju, które karmi prostymi, domowymi czynnościami, organizując sobie schronienie w przytulnym domu i małżeństwie. gdy w podróży poznaje daniela, od razu przypadają sobie do gustu. rozmowa w samolocie staje się początkiem relacji. rozstają się w taksówce, ale nie na długo, gdyż okazuje się, że mieszkają na tej samej ulicy. tyle że margot ma kochającego męża i nie jest zainteresowana żadnym romansem.
i tu zaczyna się gra, przede wszystkich na emocjach. polley nie podsuwa żadnych radykalnych rozwiązań, nie kusi bohaterów, a mimo wszystko da się wyczuć, że tu coś iskrzy, a tam coś zgrzyta. margot co chwila zapewnia lou (męża) o swojej miłości, tak jakby próbowała zaklinać rzeczywistość. stawia na spontaniczność i na rozmowy, tymczasem jej mąż zajęty jest opracowywaniem przepisów do swojej książki kucharskiej i nie ulega  nastrojom żony. myśl o nieposkromionym sąsiedzie nie daje spokoju. daniel małymi krokami wchodzi w jej życie. niewinne i z pozoru przypadkowe spotkania z wolnym ptakiem, artystą, człowiekiem bez zobowiązań są ciekawą odskocznią od spokojnego, poukładanego małżeństwa. nie ma tu jednak mowy o romansie, bo to bezpieczne życie aż tak nie przeszkadza, by od niego uciekać.
scena na karuzeli jest kwintesencją tego filmu, ale też taniec do tytułowej piosenki take this waltz autorstwa leonarda cohena. w tej produkcji wszystko idealnie współgra ze sobą. emocje są na wyrównanym poziomie. bohaterowie podejmują przemyślane decyzje, które są wynikiem analitycznego podejścia do swoich potrzeb i szukania takich rozwiązań, które nie będą uwierać. kryzys powstały w małżeństwie nie wynika z żadnej tragedii. czasem po prostu tak się dzieje, a bohaterowie muszą sobie z tym poradzić na swój własny, najlepszy dla siebie sposób.
zupełnie odwrotne wrażenia mam po nowym filmie jacka borcucha nieulotne. spodziewałam się, że reżyser wzniesie się na wyżyny. tymczasem jest to nieudana i trochę niestrawna próba nakarmienia widza pięknymi zdjęciami i dramatem w tle. owszem, michał englert – autor zdjęć do filmu, zasługuje na uznanie i cieszy fakt, że dostał nagrodę na festiwalu w sundance, ale to trochę mało, by uznać film za wartościowy. moim zdaniem, borcuch pogubił się w tej produkcji. mamy tu romans młodych ludzi, mamy tragedię, która zmienia ich życie… ale nie do końca wiadomo, po co to wszystko. para studentów teoretycznie zderza się z bolesną rzeczywistością, ale tak naprawdę to zderzenie jest sztuczne, nijakie, wymyślone. spodziewałam się głębszych emocji, a nie bazowania na nieszczęśliwym wypadku.
od tego typu filmów nie oczekuję wielkiej fabuły czy pełnej zwrotów akcji, ale pewnego wejścia w psychikę bohaterów. tutaj mi tego zabrakło, tak jakby borcuch chciał przechytrzyć widza i omamić go kilkoma dramatami, a raczej strzępkami dramatów. jest kilka momentów, które zapadają w pamięć, zwłaszcza pierwsza część filmu, czyli to co działo się w hiszpanii. piękne ujęcia i dobry początek to jednak za mało, by długo pamiętać o tym filmie. nieulotne zdecydowanie stanie się ulotne.

18 przemyśleń nt. „take this waltz | nieulotne

  1. Super, że spodobał Ci się „Take this waltz”! Widziałam ten film w ubiegłym tygodniu i nadal jestem pod wrażeniem. Scena na karuzeli jest świetna. No i ta muzyka…

  2. więcej takich postów poproszę!
    jestem przed ‚nieulotnym’ – miałam zamiar iść do kina jeszcze w tym tygodniu.. a Twoja recenzja jeszcze bardziej zaostrzyła mi apetyt! ;)
    ‚take this waltz’ też do obejrzenia, skoro polecasz :)

    1. MW jest świetna, naprawdę. z każdym filmem coraz lepsza.
      masz rację, basenowa scena… przeprzepiękna. nie mogę przestać myśleć o tym filmie.

  3. To ja chyba cos przeoczylam w tym filmie, albo trafilam na zly dzien na jego obejrzenie:/. Scena na karuzeli- faktycznie, dzieki muzyce, jest chyba jedynym pozytywnym wspomnieniem…moze pokusze sie o kolejny raz…

    PS tak btw bardzo lubie MW, i ze wzgledu na nia siegnelam po ten film. Ostatnio mialam nawet okazje przyjrzec sie Jej z bliska:), obie stalysmy na pasach dla pieszych:)).

  4. Po Nieulotnych (to liczba mnoga w ogóle jest, ten tytuł?)nie spodziewałam się niczego pozytywnego. Pan Gierszał niestety dyskwalifikuje dla mnie każdy film już na wstępie (po „Yumie” postanowiłam nie oglądać żadnego filmu, w którym by grał). Take this waltz, skoro jest w klimacie The Education, z chęcią obejrzę. Tylko nie ma tam żadnych obcych w ogrodzie, ani zagłady świata, więc nie wiem czy w parze czy solo będę oglądać ;)

  5. Wiem, że Take This Waltz jest super, a ciągle nie udało mi się go obejrzeć. Może przejdę się do sąsiadki, żeby w końcu go zgrać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *