śni mi się zamieć, śni mi się mróz*

lubię to miejsce. park sielecki na mokotowie. i chociaż bohater pisał dziś: to, że jest ładna pogoda nie oznacza od razu, że trzeba wychodzić z domu, to mimo wszystko – wyszliśmy. spacery w ciągu dnia, w (półpełnym słońcu) to luksus, którego nam brakuje ostatnimi czasy. zimowa temperatura skutecznie zniechęca. dziś było inaczej. zmarznięte policzki i chwila oddechu to wypadkowa godzinnego spaceru. jeszcze bardziej doceniliśmy powrót do ciepłego łóżka i kolejnych odcinków white collar (nadrabiamy zaległości!).
poza tym: pierwszy raz od kilku lat omija nas wielka orkiestra. za oknem nie słychać muzyki płynącej ze sceny, nikt nie nagabuje, by wrzucić pieniądze do puszki. mokotów żyje swoim spokojnym życiem. oczywiście chęć pomocy to co innego i żadna otoczka tego nie zmieni. żałuję tylko braku widoku światełka do nieba, bo to zawsze są najpiękniejsze fajerwerki ever.

* tytuł to słowa piosenki pibloktoq marii peszek

18 przemyśleń nt. „śni mi się zamieć, śni mi się mróz*

  1. Rękawiczki są mega, ale mam nadzieję przetrwać zimę bez noszenia ich!

    Byłam raz na światełku do nieba i faktycznie były to chyba najlepsze fajerwerki jakie widziałam :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *