Miesięczne archiwum: Styczeń 2013

śni mi się zamieć, śni mi się mróz*

lubię to miejsce. park sielecki na mokotowie. i chociaż bohater pisał dziś: to, że jest ładna pogoda nie oznacza od razu, że trzeba wychodzić z domu, to mimo wszystko – wyszliśmy. spacery w ciągu dnia, w (półpełnym słońcu) to luksus, którego nam brakuje ostatnimi czasy. zimowa temperatura skutecznie zniechęca. dziś było inaczej. zmarznięte policzki i chwila oddechu to wypadkowa godzinnego spaceru. jeszcze bardziej doceniliśmy powrót do ciepłego łóżka i kolejnych odcinków white collar (nadrabiamy zaległości!).
poza tym: pierwszy raz od kilku lat omija nas wielka orkiestra. za oknem nie słychać muzyki płynącej ze sceny, nikt nie nagabuje, by wrzucić pieniądze do puszki. mokotów żyje swoim spokojnym życiem. oczywiście chęć pomocy to co innego i żadna otoczka tego nie zmieni. żałuję tylko braku widoku światełka do nieba, bo to zawsze są najpiękniejsze fajerwerki ever.

* tytuł to słowa piosenki pibloktoq marii peszek

AïOLI

kolacja sylwestrowa w AïOLI cantine bar café deli to był strzał w dziesiątkę. ostatni wieczór roku upłynął pod znakiem dobrego jedzenia, które na długo pozostanie w pamięci. knajpa ta otworzyła się w listopadzie i od razu zyskała miano kultowej. znajdziemy tu i burgery (czy są jeszcze miejsca, gdzie nie serwują burgerów?), i kuchnię włoską, i delikatesy, których niestety nie zauważyliśmy podczas kolacji. jest bezpretensjonalnie i dosyć domowo. prostokątny bar i otwarta kuchnia sprawiają miłe wrażenie. świętokrzyska to ulica, do której mam wielki sentyment, a dobrze wiedzieć, że tak przestronne miejsce (po dawnym san marzano) ktoś tak pięknie zaaranżował. jedzenie było całkiem przyzwoite. najbardziej jednak podobało nam się wnętrze i atmosfera lokalu.
tagiatelle z wieprzowiną duszoną z chilli i selerem naciowym
miałam ochotę na pizzę, a połączenie karmelizowanej cebuli i gruszki przypadło mi do gustu
przepyszny mus cytrynowy, zdecydowanie najlepszy element posiłku


ul. świętokrzyska 18
warszawa