magiel café

była kiedyś taka seria filmów: miejsca, gdzie życie ma smak. nie mogę uwolnić się od tego zdania, odkąd przekroczyłam próg magla. nasza wizyta była pod każdym względem idealna. wspaniała obsługa, przyjemny klimat i przede wszystkim doskonałe jedzenie. pan kelner wyrecytował nam całe menu jednym tchem. sześć pozycji. niby niewiele, ale jak dla mnie wystarczająco – dzięki temu każde danie jest specjałem. czekając na jedzenie, zachwycałam się wnętrzem. wiszące pranie, tajemnicze (przynajmniej dla mnie) przyrządy i piękne obrazy tworzyły domową atmosferę. nie mogłam oderwać wzroku od obrazu kobiety w niebieskiej bluzce. gdybym miała taką możliwość, z chęcią powiesiłabym sobie coś takiego u siebie na ścianie.
 
  
przejdźmy do jedzenia. na przystawkę zamówiliśmy borowiki na purée ziemniaczanym. całość była bardzo wyrazista i smakowita. jesiotr, który zamówiłam jako danie główne, był wyjątkowo delikatny. na wpół twarde warzywa były doskonałym uzupełnieniem. z tego, co mówił paweł, jego cielęcina była równie pyszna. nie odmówiłam również deseru. owoce leśne pod kruszonką smakowały wyśmienicie. idealna słodycz połączona z lekko kwaśną śmietaną.
borowiki na purée ziemniaczanym
 cielęcina z warzywami i ryżem
jesiotr z aromatycznymi warzywami

owoce leśne pod kruszonką
miłym elementem naszej kolacji był fakt, że sam właściciel i szef kuchni w jednym podszedł do naszego stolika i zamienił z nami dwa słowa. to był miły gest, wisienka na torcie naszej wizyty. polecam także wywiad fro z dawidem nestorukiem, czyli wyżej wspomnianym właścicielem. z takim podejściem do prowadzenia restauracji, do klientów i do jedzenia – sukces magla był (jest, i będzie!) murowany. zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia. slow food w najczystszej postaci, a do tego idealna obsługa. warto!


magiel café
ul. stępińska 2
warszawa

12 przemyśleń nt. „magiel café

  1. Dzięki Bogu, ze jestem po obiedzie, bo obśliniłabym cały monitor:) Piekne miejsce o którym słyszałam wiele dobrego i w końcu sama muszę się tam wybrać.

  2. Miejsce jak miejsce, ale co za jedzenie!! Wygląda pysznie. Aż chce się przyjechać do Warszawy – nawet tylko na obiad. Chociaż w Poznaniu na pewno też jest wiele wspaniałych miejsc, ale przyznaję, ze po kilku „spaleniach”ostatnio przeszła mi ochota na eksperymenty…

    1. Myślisz, że są? Minęło trochę czasu, od kiedy szlajałam się po mieście w okienkach między zajęciami, więc może wypadłam trochę z obiegu, ale wydaje mi się, że niestety u nas nic z tych rzeczy.

  3. Borowiki wyglądają ekstra, ryba zresztą też spoko, a cielęciny staram się unikać, bo jednak trochę przejmuje mnie fakt zabijania krowich dzieci;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *