Miesięczne archiwum: Listopad 2012

kari amirian, teatr dramatyczny

daddy says she is special. potwierdzam i popieram całym sercem jej osobę oraz twórczość. kari amirian to połączenie delikatnego elfa i walecznej wilczycy. jest pełna magii, siły i jednocześnie spokoju. brzmi nieprawdopodobnie? ale tak nie jest. nie sposób przejść obok jej osoby (i oczywiście całego zespołu) obojętnie. wczoraj na targach muzycznych co jest grane odbył się krótki, półgodzinny koncert. wystarczyło, by nabrać sił i dać się ponieść przejmującej muzyce.

Kraków smakiem płynący

lubię wracać do krakowa. bez względu na pogodę czy porę roku, to miasto przyciąga mnie do siebie jak żadne inne. a tym razem mgła i mały mróz sprawiły, że jeszcze przyjemniej wędrowało się od knajpy do knajpy. oto zapiski z poszczególnych lokali.



burgery. zdecydowanie najlepsze. płaskie, wypełnione po brzegi pysznymi dodatkami, po prostu pyszne. moaburger (ul. mikołajska 3) to nasz stały punkt krakowskiego programu. pierwsze kroki po przyjeździe skierowaliśmy właśnie tutaj i jak zwykle nie zawiedliśmy się smakiem. kotlety vege równie pyszne jak mięsne. próbowałam, polecam.




nowa prowincja (ul. bracka 3-5) to również nasz knajpiany ulubieniec. nigdzie w krakowie nie ma tak pysznej czekolady jak tutaj. miejsce niepozorne, ale z klimatem. i to pianino! tym razem spróbowaliśmy też grzańca. z goździkami, orzechami i pomarańczą, pycha.



spacer na kazimierz zaliczony. tak samo jak wizyta w momencie (ul. józefa 26), który pamiętamy z dobrych trunków i przemiłej obsługi. napój imbirowy nie miał sobie równych. chłopcy skupili się na alkoholu, a ja na wyjadaniu pomarańczy ze szklanki.




powrót w okolice rynku i kolacja w la petite france (ul. św. tomasza 25). od progu zapachniało serami, którym nie mogłam się oprzeć. zupa cebulowa też niczego sobie. oraz ściana pyszności – zdecydowanie wykupiłabym połowę asortymentu, gdybym mogła.



wino, dużo wina. krakowskie charlotte (pl. szczepański 2) bez tłumów, za to z miłą i fachową obsługą. zdecydowanie jeden z lepszych punktów wieczoru, a deska serów za 9 zł to mistrzostwo świata.


śniadanie w dyni (ul. krupnicza 20) pełne słońca i widoków na piękny ogród. latem musi wyglądać bajkowo. jeśli chodzi o jedzenie, to krakowski twarożek okazał się serkiem śmietankowym, ale ponoć jajecznica smakowała obłędnie. brakowało świeżo wypiekanego chleba, ale i tak było przyzwoicie.


karma (ul. krupnicza 12), wegetariańsko-wegańska knajpa, to odkrycie tego wyjazdu. surowy wystrój w skandynawskim stylu zdecydowanie przyciąga. przyszliśmy tylko na kawę (paloną na miejscu, najlepszą w krakowie!), a mnie dodatkowo skusił sernik. niebo w gębie. podpatrywałam, co jedzą inni i zarówno pancakes’y, jak i zupy wyglądały niezwykle smakowicie.

tuż przed wyjazdem odwiedziliśmy także pierogowy raj (ul. sławkowska 25), który polecił nam pan taksówkarz. 50 smaków do wyboru, a my wszyscy skusiliśmy się przede wszystkim na ruskie. zdjęć brak, bo trzeba było szybko jeść i uciekać na pociąg. do następnego!

za kogo ty się uważasz?

opowiadania alice munro to wyjątkowe majstersztyki. tak samo jest z powieścią za kogo ty się uważasz? pisarka przedstawia czytelnikom główną bohaterkę rose jako małą dziewczynkę, która nierzadko obrywa za swoje tzw. niepoprawne zachowanie. mieszka z ojcem i macochą flo w typowym małym miasteczku, w którym huczy od plotek, a każdy wie o każdym wszystko. nie bez przyczyny rose marzy o ucieczce. wyjazd na studia jest pewnego rodzaju wyzwoleniem. młoda dziewczyna dopiero teraz zaczyna żyć, ale nie zdaje sobie sprawy, jakie blizny pojawiły się w jej psychice dzięki srogiemu wychowaniu.


rose dojrzewa na oczach czytelników. popełnia błędy, szuka akceptacji i łudzi się, że odnalazła szczęście. próbuje uciec od swojej rodziny, a jednocześnie zaciekle jej broni i buntuje się, gdy ktoś się z niej naśmiewa. swoje niskie poczucie wartości zagłusza szkolnymi osiągnięciami. zapatrzony w nią, bogaty mężczyzna staje się jej mężem, ale niewiele rzeczy jest w stanie ją uszczęśliwić. okazuje się, że szuka nie tam, gdzie trzeba, i tak naprawdę nie bardzo potrafi się odnaleźć. nieważne, czy ma lat dziesięć czy pięćdziesiąt, wciąż jest tą samą, zagubioną dziewczynką. 

mimo że alice munro zaprzecza, jakoby bohaterów swojej twórczości wzorowała na swojej osobie, to nietrudno znaleźć cechy wspólne. polecam artykuł z wysokich obcasów (z 2 listopada), z którego można dowiedzieć się więcej o życiu autorki, i przy okazji porównać z jej książkami, a przede wszystkim polecam tę bezpretensjonalną, życiową powieść, która pochłania czytelnika całkowicie. mnie zdecydowanie porwała i czekam na kolejne.

ocena: 5,5/6.