Miesięczne archiwum: Październik 2012

trylogia nowojorska

drugie spotkanie z paulem austerem. o wiele bardziej niejednoznaczne, przedziwne, poruszające. w trylogii nowojorskiej pisarz dociera o wiele głębiej niż w swojej ostatniej powieści. dopiero teraz zaczynam rozumieć, dlaczego według krytyków sunset park jest dużo gorszą powieścią od poprzednich.

trylogia nowojorska składa się z opowiadań, które łączy jedno: śledztwo. w każdym z nich ktoś kogoś szuka bądź przed kimś ucieka. w szklanym mieście autor podszywa się za prywatnego detektywa, nomen omen paula austera, i tropi niezrównoważonego psychicznie starszego mężczyznę, który wyrządził dużą krzywdę swojemu synowi. w duchach detektywem jest pan blue, który pracuje na zlecenie pana white’a, a ma śledzić pana blacka. oczywiście wszyscy bohaterowie zamieszani w śledztwo okazują się być zaplątani w o wiele bardziej skomplikowaną intrygę. natomiast w ostatnim opowiadaniu, zatytułowanym zamknięty pokój, do pewnego mężczyzny przychodzi żona jego przyjaciela z dzieciństwa z informacją, że jest on jedynym spadkobiercą rękopisów, które należy albo opublikować albo spalić. decyzja należy do niego. mężczyzna postanawia przedłużyć życie swojego przyjaciela i publikuje jego utwory. jednocześnie zakochuje się w jego żonie, żeni się z nią, ale nad nimi ciągle czuwa widmo niekoniecznie zmarłego przyjaciela. wszyscy próbują uciec od dręczącej ich przeszłości. koniec końców, okazuje się, że często jest to ucieczka przed samym sobą. 
autor doprowadza do absurdalnych sytuacji, myli czytelnika, każde podążać mu według wskazówek, ale nikt nie jest w stanie dotrzeć do końca. każde bowiem zakończenie to tylko sam środek zdarzeń, kolejny punktu wyjścia. może się wydawać, że bohaterowie trzech historii są ze sobą powiązani, ale to złudne wrażenie. nikt nie może na nikogo liczyć, bo a nuż za rogiem czai się wróg. auster wskazuje, że często tym wrogiem jest własna psychika. pisarz doskonale bawi się konwencją. miesza kryminalne zagrywki z aspektami psychologicznymi. najbardziej podobała mi się ostatnia część: zamknięty pokój.

ocena: 5,5/6.
tymczasem w kolejce czekają: oksana zabużko i alice munro. którą polecacie na weekend?

autumn, please be good

w tym tygodniu jesień wykończyła mnie doszczętnie. nie dała mi szans, zupełnie. a na facebooku prosiłam ją: autumn, please be good. ale ja nie jestem pamiętliwa. powoli powstaję z łóżka, czytaj: prawie że z popiołów, i staram się nadrobić zaległości. ciężkie działa – w postaci swetrów i szali – wyciągnięte. gorąca herbata i książki. wszystko na swoim miejscu. i oczywiście kolejne sezony seriali. ten weekend jest dla mnie, a przynajmniej ta sobota. wreszcie odpoczywam.

martyna

gdy w drzwiach naszego mieszkania stanęła uśmiechnięta i pełna energii martyna, od razu wiedziałam, że będzie wesoło. i chociaż przedstawiono mi ją jako tą spokojną i delikatną, to po kilku zdjęciach zupełnie nie było widać, że to jej pierwszy raz przed aparatem. było przemiło, a zdjęcia z założenia miały być naturalne, gdyż jak twierdziła sama zainteresowana, jedyne fotografie, na których się pojawia, to te z urodzin cioci czy babci. postanowiłyśmy to zmienić. koniecznie muszę dodać, że nie byłoby tych zdjęć bez pomocy makijażystki i fryzjerki soni(!). razem udało nam się spełnić oczekiwania martyny, a przynajmniej taką mam nadzieję.