Miesięczne archiwum: Wrzesień 2012

warburger

wydawać by się mogło, ze wszyscy mają już dosyć burgerów. a jednak nie! co prawda, od pewnego czasu byłam na burgerowym detoksie, ale gdy dotarła do mnie wiadomość, że na moim mokotowie otworzył się warburger, to wiedziałam, że prędzej czy później wyląduję tam z chęcią wypróbowania nowych smaków. 
przede wszystkim, wielki plus dla panów z obsługi. mili, sympatyczni i bardzo zaangażowani w swoją pracę. burgery również bardzo smaczne. bułki delikatne, wręcz mleczno-maślane, rozpływające się w ustach. ogrom dodatków sprawia, że trudno zapakować bułę do buzi. to jedyny mankament, chociaż ja poradziłam sobie całkiem nieźle. 
BBQburger


chilliburger (jak dla mnie mógłby być bardziej ostry, ale ja jestem papryczkowym freakiem)
warburger
róg ul. puławskiej i dąbrowskiego
warszawa

fenomenalna

po targach love&sale wyruszyliśmy w miasto w poszukiwaniu jedzenia. powiśle kipi od knajpek, a ja akurat miałam ochotę na naleśniki. kilka chwil zastanowienia i już jesteśmy w buwie. tam właśnie mieści się nowa naleśnikarnia (chociaż foursquare podpowiada, że to burrito place, nie wiedzieć czemu). fenomenalna crepes & cafe serwuje naleśniki na słodko i na słono. wyróżnia się przede wszystkim wnętrzem. jasnym, przejrzystym, tęczowym. hamaki wyglądają obłędnie i warto się przy nich zatrzymać, chociaż na chwilę. pełen relaks gwarantowany. a naleśniki? mój ze szpinakiem i fetą był bardzo smaczny i sycący. zazdroszczę studentom tego miejsca, bo w bibliotece wreszcie będzie można zjeść coś dobrego i świeżego. zdjęcia wnętrza są, a zdjęć naleśników nie ma. wybaczcie, byliśmy głodni.
fenomenalna crepes & cafe
ul. dobra 56/66
warszawa

love&sale vol. 2

to było jednocześnie pożegnanie lata i powitanie jesieni. z jednej strony na wieszakach końcówki letnich kolekcji, koszulki na ramiączkach i zwiewne sukienki, a z drugiej – ciepłe szale, grube tkaniny i piękne kubki, w których z przyjemnością napiłabym się herbaty w chłodny, jesienny wieczór. oczywiście nie wyszłam stamtąd z pustymi rękoma.
z moją silna wolą jest dość kiepsko, bo tak naprawdę przyszłam tylko po to, by odebrać śliczne US‚owe cudo, a skończyło się na niemałych (jak na mnie) zakupach.

lullaby – US | kopertówka – klaudia rozwadowska | kubek – magdalena barcik | koszulka z sercem – neige tees

are you hungry?

smaki budapesztu. tym razem niekoniecznie węgierskie. na tle obrusów w biało-czerwoną kratę, które gościły w co drugiej knajpie. spróbowaliśmy hummusu i belgijskich burgerów. zjedliśmy dania greckie w rosyjskiej knajpie (w której zamiast dwóch szklanek wody podali nam dwie szklanki wódki, na szczęście to nie ja wzięłam pierwszy łyk). ze wszystkich smaków najmilej wspominam świeży chleb wypełniony po brzegi rodzynkami i orzechami oraz świeży ser brie, kupiony w sklepie ze zdrową żywnością i zjedzony na ławeczce nad dunajem.

gerlóczy kávéház

kuchnia węgierska nie kojarzyła mi się z wieloma potrawami. zwłaszcza wegetariańskimi, a przeważnie takie jadam na wakacjach. tym razem jednak złamałam swoje postanowienie. zupa gulaszowa z wołowiną, warzywami i kluskami to danie zamówione przez k., ale po spróbowaniu, miną proszącego kota ubłagałam go, aby się ze mną podzielił. gdzie takie pyszności? w gerlóczy kávéház. restauracja, kawiarnia i hotel w jednym. usytuowane na skraju dwóch ulic. przechodząc obok, na myśl przychodzi jedno słowo: francja. trafiłam tam zachęcona słowami mimi. i z pewnością jeszcze tam wrócimy. zdecydowanie najlepsza kawiarnio-restauracja, jaką udało nam się odwiedzić w budapeszcie.

wyżej wspomniana zupa gulaszowa, niebo w gębie!

ja zamówiłam sałatkę z awokado i chrupiącymi ravioli nadziewanymi.. czymś niezidentyfikowanym. coś serowego? o dziwo, nie mogłam rozpoznać smaku, ale było całkiem dobre.


tarta cytrynowa, która wyglądała i smakowała obłędnie.

na koniec przesłanie od milana kundery.





gerlóczy kávéház
1052 budapest, v. gerlóczy u. 1.