sto900

to było zauroczenie od pierwszego wejrzenia. o miłości pisać nie będę, bo na tak poważne sprawy nie ma tu miejsca, ale muszę przyznać jedno – nigdzie nie ma (albo ja nie znalazłam, i chyba już nie chcę szukać) tak dobrego, świeżego i jednocześnie prostego (to nie zarzut, to komplement) jedzenia w warszawie jak w sto900. to moje miejsce numer jeden: na rodzinne kolacje, na weekendowe brunche, na niedzielne obiady. przyjemnie, bardzo smacznie i bez zadęcia. z ciągle zmieniającym się, sezonowym menu. oto zdjęciowy dowód:

książkowe wnętrze i kieliszki na wieszakach

sałatka z truskawkami i kozim serem 

risotto z fetą, pachnące pomarańczami
sałatka thai beef w dwóch odsłonach
spaghetti z fetą, rukolą i filecikami anchois

10 przemyśleń nt. „sto900

  1. Jeszcze tam nie jadłam (byłam, ale weszłam tylko na chwilę, potem skierowałam swoje kroki po piwo do 1500m2), ale po Twoich zdjęciach od razu zgłodniałam. Pora się tam wybrać na coś treściwego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *