Miesięczne archiwum: Sierpień 2012

filmy sierpnia

kończy się sierpień, wiec przybywam z kolejną dawką filmów. na pierwszy ogień film lily (inaczej: lily sometimes; w oryginale: pieds nus sur les limaces), który obwieszczam produkcją miesiąca, a nawet półrocza. film opowiada historię dwóch sióstr, które wydają się nie mieć ze sobą wiele wspólnego. clara jest poważną i odpowiedzialną panią adwokat, a dużo młodsza lily jest jej zupełnym przeciwieństwem – szalona, ekscentryczna, niezrównoważona. po śmierci matki clara wraca na wieś, by zaopiekować się swoją nieprzewidywalną siostrą. i chociaż wydaje się, że lily to chodząca autodestrukcja, to na koniec okazuje się wybawieniem dla wiecznie kontrolującej się clary. piękny, ciepły film, podobny do martha macy may marlene. tematyka praktycznie ta sama, tylko zupełnie inne zakończenie.

kolejny film to happy, happy, czyli typowa tragikomedia w wykonaniu zdystansowanych do siebie i życia norwegów. kto lubi skandynawskie kino, ten będzie zachwycony. historia dwóch par, które próbują sobie radzić z problemami osób znudzonych związkami, a że rzecz dzieje się w małym miasteczku, wszystko szybko wychodzi na wierzch. film można opisać w trzech słowach: zimno, mrocznie, absurdalnie. 

lubicie serial girls? jeśli tak, to spodoba wam się tiny furniture, którego reżyserką i główną aktorką jest lena dunham. trzeba przyznać, że młoda dziewczyna stworzyła ciekawy projekt. jej bohaterka jest mało atrakcyjna, ma 22 lata i brak perspektyw na przyszłość. film został nakręcony w 2010 roku i jest praktycznie pełnometrażową wersją serialu girls. ostrzegam: ci, którzy już dawno dojrzewanie mają za sobą, mogą poczuć się znudzeni. 

ostatni film to dokument o wdzięcznym tytule jiro dreams of sushi. jiro od czterdziestu lat prowadzi słynny tokijski lokal sukiyabashi, w którym posiłek kosztuje minimum trzysta dolarów, a stolik trzeba rezerwować z miesięcznym wyprzedzeniem. jiro jest mistrzem w tym co robi. każdego dnia poświęca się pracy, nie uznaje urlopów i dowodzi, że codziennymi, małymi kroczkami można osiągnąć mistrzostwo. jiro to artysta, który wierzy w to, co robi, a potrawy, które przygotowuje, wyglądają obłędnie.

to tyle, jeśli chodzi o sierpniowe produkcje. pełna lista obejrzanych przeze mnie filmów znajduje się TUTAJ.

tymczasem uciekam się pakować, jutro budapeszt! :)

gdańsk

jednego wieczoru podejmujesz decyzję, a następnego dnia już jesteś nad morzem. lubię takie wypady. stopy zmrożone lodowatym bałtykiem i włosy rozwiane nadmorskim wiatrem. i chociaż nie zdążyłam zjeść ani rybki, ani gofra, to i tak było bardzo przyjemnie. jeśli chodzi o sprawy jedzeniowe, polecam original burger i 24 dania. zatem tym razem gdańsk.
 kolacja w original burger (ul. długa, tuż za neptunem) całkiem udana. fajne miejsce, na parepecie stare telefony i maszyny do pisania. burger na ostro – bardzo smaczny.
 
tu z kolei śniadanie z 24 dania. bruschetty z indykiem, oliwkami i pomidorami, do tego sałata. byliśmy dwukrotnie. polecam koktajle, pyszne!

wolność

jeśli wszyscy wokół bębnią, że jonathan franzen jest najlepszym pisarzem amerykańskim, swoistym następcą tołstoja, a sam barack obama twierdzi, że wolność to książka kapitalna, to albo rzeczywiście jest to arcydzieło, albo wielki bestsellerowy bubel promowany wszystkimi możliwymi kanałami. a co ja o tym sądzę? ku mojemu zdziwieniu muszę przyznać rację prezydentowi USA.
mimo, że początek mnie trochę zniechęcił, to po kilkudziesięciu stronach całkowicie wsiąknęłam w rodzinę berglundów. walter i patty poznali się na studiach. on, rozsądny mężczyzna, działacz ekologiczny. ona, dobrze zapowiadająca się gwiazda koszykówki. nie stanowili najpiękniejszej pary świata, ale mieli to coś, co pomogło im się odnaleźć. po ślubie ich życie nabrało tempa. patty poświęciła się rodzinie i zajęła się wychowywaniem dwójki dzieci. walter zaczął robić karierę, ale zapomniał o swoich potrzebach i porzucić swoje hobby. z biegiem czasu zaczęły pojawiać się problemy, które przez długi czas chowane były pod dywan. na wierzch wypełzła monotonia, zakradła się nuda, a każdy w rodzinie próbował radzić sobie na swój dobrze znany, choć nie zawsze skuteczny sposób. 

w czym tkwi sukces wolności? w tym, że na podstawie jednej historii rodzinnej jonathan franzen ukazał całe spektrum problemów społecznych, z którymi na co dzień spotyka się każdy człowiek. można powiedzieć, że każdy z bohaterów uwikłany jest w wolność wyboru, ale sposób, w jaki podejmuje się decyzje nie zawsze prowadzi do szczęśliwego zakończenia. w powieści bohaterowie buntują się przeciw ograniczeniom, szukają ucieczki, pragną wolności, która jeszcze bardziej komplikuje sytuację. zbyt wiele opcji do wyboru sprawia, że ci ludzie nie potrafią się odnaleźć. błądzą, krążą, okłamują, starając się udowodnić, że w ich zachowaniu nie ma nic złego. tymczasem zaplątują się w coraz trudniejsze węzły. patty, czując się niedocenioną w domu żoną i matką, popada w depresję i alkoholizm. walter po dwudziestu latach odkrywa, że nie jest w stanie przekonać żony o swojej miłości. zmienia pracę, powraca do studenckich zainteresowań – do ekologii i wplątuje się w niezłą aferę polityczną. ich małżeństwo powoli się rozpada. przyczynia się do tego obecność osób trzecich. dzieci głównych bohaterów też nie mają lekko. za wszelką cenę próbują wyrwać się z toksycznych relacji z rodzicami, a przy tym popełniają dokładnie te same błędy, co oni.

jonathan franzen przygląda się swoim bohaterom z dokładnością i ze skrupulatnością rozkłada ich psychikę na czynniki pierwsze. ich zachowania wywołane przez konkretne doświadczenia z przeszłości stanowią szereg przykładów na to, jak wielkie znaczenie ma dla człowieka dzieciństwo. dwa, a nawet trzy pokolenia ukazane w powieści pozwalają przyjrzeć się pobudkom, pragnieniom i skutkom działań, których podejmują się bohaterowie. koniec końców, autor pokazuje, że nie ma rzeczy do pokonania i nigdy nie jest za późno na zmiany. w końcu na tym polega wolność.

ocena: 5/6.

wspomnienie weekendu


pankejki najlepsze z nutellą, a cukiernica w kształce babeczki – cudo!

w pkp powiśle wiedzą, co dobre
niedzielny poranek, wyszło słońce, warto było wcześnie wstać

 
wspólne śniadanie w bułkę przez bibułkę to najprzyjemniejsza część weekendu

oraz spacer w parku morskie oko
obiad w loft cafe, w którym herbaty podają w litrowych kubkach (love!)
a na koniec, koncert kosmonavt i pink freud w cudzie nad wisłą, fajnie było przez chwilę nie myśleć, tylko zatopić się w muzyce

a filmowa wersja weekendu TU!

sto900

to było zauroczenie od pierwszego wejrzenia. o miłości pisać nie będę, bo na tak poważne sprawy nie ma tu miejsca, ale muszę przyznać jedno – nigdzie nie ma (albo ja nie znalazłam, i chyba już nie chcę szukać) tak dobrego, świeżego i jednocześnie prostego (to nie zarzut, to komplement) jedzenia w warszawie jak w sto900. to moje miejsce numer jeden: na rodzinne kolacje, na weekendowe brunche, na niedzielne obiady. przyjemnie, bardzo smacznie i bez zadęcia. z ciągle zmieniającym się, sezonowym menu. oto zdjęciowy dowód:

książkowe wnętrze i kieliszki na wieszakach

sałatka z truskawkami i kozim serem 

risotto z fetą, pachnące pomarańczami
sałatka thai beef w dwóch odsłonach
spaghetti z fetą, rukolą i filecikami anchois