Miesięczne archiwum: Lipiec 2012

inside my bag

zainspirowana wpisem jagi postanowiłam przejrzeć zawartość swojej torebki. jak widać na załączonym obrazku – nie ma tego dużo. na zdjęciu zabrakło półtoralitrowej wody, którą dźwigam do pracy każdego dnia oraz rzeczy nadprogramowych typu: dodatkowa torba z rzeczami na fitness.

standardowy zestaw wygląda właśnie tak:


1. telefon, wiadomo
2. carmex, bez którego moje usta nie przetrwałyby nawet połowy dnia
3. książka – odkąd jeżdżę autobusami, wreszcie mam czas na czytanie
4. portfel, w którym więcej kart zniżkowych niż wiadomo czego
5. klucz, z ulubionym minisłoiczkiem nutelli, który już jest na skraju życia i śmierci
6. smena, a nuż się przyda
7. kalendarz + notes, czyli ukochane moleskiny
8. okulary, bez których nie poznaję ludzi na ulicy
9. ładowarka, przy smartfonach bardzo przydatna na każdym kroku
10. portmonetka, na drobiazgi

a torba musi być duża, taka jak ta od rozwadowska bags!

filmy lipca

wczorajsza wizyta w kinie uświadomiła mi, jak mało w ostatnich miesiącach obejrzałam filmów (pełna lista TU). tym bardziej chciałabym podzielić się tymi, które zdecydowanie przypadły mi do gustu. 
alexander payne, reżyser spadkobierców, spisał się na medal. może nie na oscara, ale na solidne miejsce na podium. akcja komediodramatu dzieje się na hawajach, ale nie jest to raj na ziemi, a przynajmniej nie dla głównego bohatera. george clooney jako prawnik, który musi uporać się z wypadkiem żony, z dwoma rozhisteryzowanymi córkami i wiadomością, która zwali go z nóg – wypada znakomicie. to zupełnie inna rola niż dotychczas.
spadkobiercy to piękny, spokojny film o dorastaniu do roli ojca, a przede wszystkim o tym, że pewne sprawy w życiu są nieuniknione i trzeba się z nimi pogodzić. nie ma tu mrożących krew w żyłach akcji, ale tematyka filmu jest na tyle emocjonująca, że warto ten film obejrzeć.
ja też! to kolejny (hiszpański) film, który serdecznie polecam. historia chorego na zespół downa 34-letniego daniela, który pomimo niepełnosprawności całkiem dobrze radzi sobie w życiu. skończył studia i pracuje w ośrodku, w którym pomaga osobom z podobnymi problemami.
tam też poznaje laurę, eskcentryczną i rozrywkową kobietę, z którą nawiązuje bliższy kontakt. laura tylko wygląda na beztroską imprezowiczkę. tak naprawdę jest zagubiona i niepewna tego, czego pragnie. to nie jest łatwy film. pełen niesprawiedliwości wobec osób, które są inne, oryginalne, często o bogatej, ale też trudnej osobowości. nie ma tu prostych rozwiązań, ale jest szczerość i chęć zrozumienia drugiego człowieka.

trzeci film to nowość, na którą czekałam odkąd obejrzałam poprzednią część. mroczny rycerz powstaje totalnie mnie zachwycił. christopher nolan przeszedł samego siebie. zarówno jeśli chodzi o efekty specjalne, o rozbudowaną fabułę, jak i dobrze skonstruowane postaci. nawet anne hathaway, co do której miałam wielkie obawy – okazała się prześwietna – mroczna, seksowna, piękna. 
nowy batman jest jak układanka, w której wszystkie klocki pasują do siebie. i ta piekielna wizja, w której lud buntuje się przeciwko władzy i podąża za człowiekiem, który chce zniszczyć ludzkość. skąd my to znamy.

bane, z tą swoją maską na twarzy, jest chyba najbardziej zatrważającą postacią, jeśli chodzi o batmanową serię. od pierwszych minut filmu budził moje przerażenie, a scena porwania samolotu sprawiła, że zaniemówiłam. sama nie wierzę, że to piszę, ale the dark knight rises to hit tych wakacji i niekwestionowany numer jeden jeśli chodzi o filmy akcji. przynajmniej w tej połowie roku. 
kolejna porcja filmów za miesiąc!

etgar zapukał do moich drzwi

ubawiłam się setnie. poziom absurdu kereta jak zawsze na wysokim poziomie. to idealna lektury na dojazdy do pracy autobusem. tylko trzeba uważać, bo można przegapić przystanek, ta lektura wciąga.

keret nie zaskakuje niczym nowym, jak zwykle żongluje słowami, posługuje się groteską, tworzy surrealistycznych bohaterów, przedstawia ich w absurdalnych, ale niezwykłych sytuacjach i robi to tak cudownie, że gdybym jeszcze raz go spotkała (pierwszy raz był na spotkaniu autorskim w trafficu), to z pewnością rzuciłabym mu się na szyję i bardzo mocno go wyściskała. takie właśnie uczucia wywołuje we mnie ten niezwykły mężczyzna. 

etgarze kerecie, który wierzysz, że złote rybki mają swoje własne pragnienia, zabójcy małych dzieci po śmierci stają się kubusiami puchatkami tulącymi się do krzysia, w ustach niektórych mężczyzn kryją się zamki błyskawiczne prowadzące do wnętrza człowieka, a kłamstwa wymyślane przez ludzi urzeczywistniają się w niezbyt odległej czasoprzestrzeni… dziękuję ci za te kilka wspólnie spędzonych chwil. realizm magiczny wypoczwarzający się z twoich opowiadań pochłonął mnie całkowicie. zupełnie nie pamiętam poprzednich twoich zbiorów (chociaż również bardzo mi się podobały!) i obawiam się, że z tym będzie pdoobnie.

ale muszę przyznać jedną rzecz, że opowiadania zatytułowane lieland, ekipa, wybierz kolor, siniak, złota rybka i nie całkiem sama są małymi mistrzostwami świata, a ty, etgarze, na zawsze uzyskujesz ode mnie koronę króla krótkiej formy, o. 

kończę więc mój list dziękczynny do izraelskiego mistrza i oddalam się ku nie mniej abstrakcyjnym lekturom. susan sonntag, następna notka będzie należała do ciebie.

ocena: 5/6.