Miesięczne archiwum: Czerwiec 2012

piotra i pawła

dopiero dziś zdałam sobie sprawę, że minęła wiosna, a w tym roku ani razu nie robiliśmy zdjęć w ukochanym ogrodzie saskim

jako że 29 czerwca datą szczególną, to kolację w trattorii rucoli poprzedziliśmy krótkim spacerem. na zdjęciu wyśmienita focaccia (z solą, rozmarynem, oliwą). jak zwykle nie mogliśmy się nadziwić, jakie to proste i jakie dobre. dania główne nie załapały się na godne zdjęcie, jako że było już ciemno. następnym razem.

to nasze ostatnie podrygi w śródmieściu, bo w przyszłym tygodniu długo wyczekiwana przeprowadzka. jak to p. powiedział: czuję, jakbyśmy wyprowadzali się do innego miasta. tak to właśnie wygląda.

trattoria rucola 
ul. miodowa 1
warszawa

burger bar

po pierwszej nieudanej próbie dotarcia do burger baru (pocałowanie klamki), za drugim razem w końcu nam się udało. przez ostatnie miesiące domowe hambugsy robiły na mieście furorę. mnie również owładnęło szaleństwo zwanym burgero- lub bajglomanią.

burger bar słynie z produktów naturalnego pochodzenia. jest prosto, świeżo i pysznie. jak dla mnie – trochę za mało warzyw, ale burger to burger, mięso pierwsza klasa!

ach, i jeszcze jedno. na miejscu spotkaliśmy ekipę telewizyjną z niemiec, która jeździ po świecie i próbuje w różnych miejscach różnego jedzenia. w warszawie ludzie z ulicy polecili im właśnie ten bar, z nakazem spróbowania dość(!) ostrego green chilli burgera. wyglądało na to, że tak jak nam, im też bardzo smakowało.

burger bar, ul. puławska 76/80, warszawa.

Anna Dziewit – Disko

tytułowe disko to jedno słowo podsumowujące całe życie głównego bohatera pawła kozioła, który jako instruktor tańca odnajduje w nim sens swojego istnienia. to disko z „k” w środku – brudne, prostackie, po prostu zwyczajna wichura. niech nikt tylko nie pomyśli, że miłością kozioła są wyczyny na parkiecie. co to, to nie. to chytry lis (mimo, że kozioł!), który wie, że najciemniej jest pod latarnią i wedle tej zasady prowadzi swój nędzny żywot.

chociaż twierdzi, że w jego życiu liczy się tylko taniec, to pod tym nieszczerym stwierdzeniem kryje się cyniczna prawda – on nie chce uczyć, on chce uwodzić. i to nie byle kogo, bo niewinne istoty, młode dziewczyny (ba, dziewczynki!), które podatne na zainteresowanie ze strony dorosłych, mogą nie zauważyć czyhającego niebezpieczeństwa. 

chociaż kozioł działa w pojedynkę, to przypadkowo pomagają mu inne osoby. dyrektorka elżbieta wąż (oj, przebiegła pani!), której jedynym celem jest mieć się czym pochwalić. zachłystuje się władzą i próbuje wszystkie oczy skierować na szkołę. co gorsza, pragnie uznania, ale nie robi nic dobrego dla innych. zaślepiona stara krowa, nie można ująć tego inaczej. 

kozioł jest tu postacią najbardziej wstrętną. jego ofiarą pada niewinna, naiwna agnieszka. wychowywana przez babkę – starą dewotkę, nie zaznała w życiu zbyt wiele szczęścia. matka zginęła, a ojciec – właściciel cyrku, większe pojęcie miał o zwierzętach niż o córce. biedna agnieszka, której do tej pory nikt nie poświęcał zbytniej uwagi, bez większego oporu wpadła w paszczę lwa (przepraszam, kozioła). nic dobrego z tego wyniknąć nie mogło. a prawdziwą jatkę obserwujemy w finałowej scenie, do której serdecznie wszystkich odsyłam. napady śmiechu gwarantowane.

…bo debiutancka powieść anny dziewit-meller to niezła zabawa podszyta tragiczną historią o pedofilu. wiem, jak to brzmi, ale taka jest prawda. o trudnych sprawach można pisać w sposób zabawny i przede wszystkim interesujący. gratuluję udanego debiutu!

ocena: 5/6.

plac grzybowski | pardon, to tu

jedno z moich ulubionych okołomieszkaniowych miejsc: plac grzybowski, włącznie z ulicą próżną, przy której stoją stare kamienice.
ulubione też jest jedzenie w pardon, to tu: pyszna focaccia (za 8 zł) – cieniutkie ciasto, mnóstwo dodatków. w pardonie można kupić także vinyle. gdybym miała gramofon, to in rainbows radiohead byłoby już moje. tymczasem co środy organizowane są wieczory vinylowe. przy czekoladowej herbacie, lokalnym piwku czy super słodkim bloku miodowym. lubimy, bardzo.

pardon to tu
pl. grzybowski 12/16
warszawa