paris part 5.




jedzenie – czysta dobroć. chociaż zdarzały nam się wpadki, to na zdjęciach tylko to, co godne polecenia.
przede wszystkim: przepyszny lunch w ekologicznej kawiarnio-piekarni rose bakery (pomiędzy montmartre a operą). k. zamówił jajka sadzone z pomidorami, grzybami i bekonem, a ja naleśniki z miodem i bananem. do tego świeży, pieczony na miejscu chleb z masłem i genialne cytrynowe ciasto do kawy.
oprócz tego: śniadanie na schodach pod panteonem, kawa na boulevard saint germain, nieśmiertelne sery i bagietki, które pochłanialiśmy w każdej postaci.

2 przemyślenia nt. „paris part 5.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *